Okiem sędziego: Polityczna selekcja

Pisałem niedawno o słowach polskiego premiera, który uważa większość sędziów kraju, w którym rządzi, za skorumpowanych zaś swoją misję wobec tychże sędziów porównuje do tego, co władze francuskie zrobiły z sędziami z niechlubną służbą w państwie Vichy.

Są to słowa wstrząsające i pokazujące, jak wielką niechęć szef rządu żywi wobec polskich sędziów. Przyznam, że to się wymyka racjonalnej, merytorycznej ocenie.

Słuchając wypowiedzi premiera Morawieckiego pomyślałem o tych 164 sędziach (stan na 1 stycznia 2019 r.) delegowanych do pracy w ministerstwie sprawiedliwości** i 15 wybranych przez Sejm do organu podającego się za Krajową Radę Sądownictwa.

Skoro bowiem jesteśmy jako grupa dotknięci powszechnie grzechem korupcji i zasługujemy na potraktowanie należne renegatom służącym zbrodniczemu reżimowi (jak sędziowie z państwa Vichy), to zagadką staję się status tych 164 sprawiedliwych z ministerstwa i 15 równie godnych z krs**.

Możliwości są bowiem dwie. Albo w ministerstwie sprawiedliwości wykonują czynności urzędnicze, zaś w krs działają na szkodę polskiego wymiaru sprawiedliwości sędziowie, wśród których tak jak i w całej masie sędziów są w dużej liczbie (jak twierdzi pan premier) sędziowie skorumpowani, albo jakiś cudownym sposobem tak w ministerstwie jak i w organie podającym się za KRS znaleźli się sędziowie wolni od grzechu korupcji.

Osobiście opowiadam się za tym drugim wariantem. Dobór wedle kryteriów politycznych jest podstawą zrozumienia tego zjawiska. Ma to zresztą znacznie szerszy wymiar. Wystarczy bowiem deklarować poparcie dla planów rządzących przejęcia kontroli nad sądami przez polityków, a do tego zapomnieć o takich szkodliwych pojęciach jak nadrzędność Konstytucji czy niezależność sądów od innych władz. Wówczas nie tylko jest się wolnym od podejrzeń o korupcję, ale również doznaje się swego rodzaju politycznej łaski. Mierne własne osiągnięcia zawodowe, krótki staż czy uchybienia w pracy stają się nieważne, skoro popiera się działania władz zwane dla niepoznaki reformą wymiaru sprawiedliwości.

Czasem żałuję, że nie znam żadnego sędziego z ministerstwa. Nie odmówiłbym sobie bowiem przyjemności zapytania go, jak to jest pracować w ministerstwie, które podlega premierowi uważającemu sędziów za grupę skorumpowaną, godną potraktowania należnego funkcjonariuszom reżimu kolaborującego z III Rzeszą. Sędziów z krs zapytałbym z kolei, jak to jest być wybranym głosami partii rządzącej i wspierającego ją de facto klubu parlamentarnego.

Nie jest łatwo być sędzią z ministerstwa czy krajowej rady sądownictwa. A to sędziowie w większości nie doceniają ciężkiej pracy, a to trzeba milczeć, gdy pan premier widzi w nas skorumpowaną zgraję. Ale czego nie robi się dla idei. Bo przecież nie dla kilku tysięcy złotych dodatkowych apanaży.

Okiem sędziego

*Autor blogu jest sędzią w jednym ze stołecznych sądów. Publikujemy za jego zgodą.

**Od Redakcji: pisownia – oryginalna i celowa

 

Ocena Czytelników
[Razem: 2 Średnio: 5]
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o