Antoni Miklaszewski: Obserwacje (pisane w kwietniu)

1.

30-ta rocznica Okrągłego Stołu i zbliżająca się rocznica 4 czerwca spowodowała wysyp absurdalnych i godnych potępienia wypowiedzi, w tym skandaliczny popis Zybertowicza. Nie oznacza to, że do tych wydarzeń nie można mieć krytycznego stosunku, choć dla mnie Okrągły Stół i Sejm kontraktowy to wręcz modelowy sposób na łagodne przejście od niedemokratycznych władz, ale dysponujących siłami, stwarzającymi śmiercionośne zagrożenie, do pełnej demokracji. Największy błąd miał miejsce potem, a jego głównym motorem był Jarosław Kaczyński. Ten błąd to wg mnie postawienie wozu przed koniem, czyli po rozwiązaniu się PZPR i „wyprowadzeniu sztandaru” zorganizowanie wyborów prezydenckich przed w pełni demokratycznymi wyborami parlamentarnymi. Walka z symbolem, choć gen. Jaruzelski był już spacyfikowany i nie szkodził rządowi Mazowieckiego, wzięła górę nad „pracą u podstaw”. Jarosław Kaczyński forsował Lecha Wałęsę na prezydenta tylko z jednego powodu: swojego marzenia by być „I sekretarzem”, marzenia, które niestety spełniło się ponad 3 lata temu.

Mimo wielkiego szacunku dla Lecha Wałęsy uważam jego prezydenturę za nieudaną. Utrzymywanie jeszcze przez rok Sejmu kontraktowego wraz z głoszeniem przez Jarosława Kaczyńskiego tezy, że ten Sejm nie ma „społecznego mandatu” by pracować nad nową konstytucją oraz wywołana prawdopodobnie z jego inicjatywy „wojna na górze” doprowadziły do tego, że Polska, lider przemian, była pierwszym państwem regionu, w którym postkomuniści wygrali wybory parlamentarne i prezydenckie, w którym nie przeprowadzono szybkiej lustracji i dekomunizacji i ostatnim państwem z nową konstytucją. Jak na razie nikt dotąd nie rozliczył Jarosława Kaczyńskiego z tych działań i z tej koszmarnej woli „kierowania z tylnego siedzenia”.

2.

Dzisiaj 9-ta rocznica katastrofy i pojawiają się różne, na ogół absurdalne głosy. Najważniejszą sprawą po takim wypadku jest staranne przeanalizowanie, jak do niego doszło, by maksymalnie zmniejszyć prawdopodobieństwo powtórki.

Jedną z takich rzeczy, która nie została starannie przeanalizowana, jest zachowanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w ostatniej fazie lotu. Z dostępnych odczytów zapisów w czarnych skrzynkach sytuacja przedstawia się następująco. Do Prezydenta Kaczyńskiego dociera informacja o tym, że warunki na lotnisku nie pozwalają na bezpieczne lądowanie. Wysyła wtedy do kokpitu „umyślnego”, dyrektora Kazanę z MSZ. Kapitan informuje, że obecnie nie może lądować i są dwie możliwości, lecieć na lotnisko zapasowe lub krążyć nad tym lotniskiem, czekając na poprawę pogody. Dyr. Kazana wraca z tą informacją do Prezydenta.

Po pewnym czasie (ok. 4 minut) pojawia się ponownie w kokpicie z informacją, że “nie ma jeszcze decyzji prezydenta, co dalej robimy”. Wyobraźmy sobie, że zamiast tych słów dyr. Kazana mówi: Pan Prezydent zwraca uwagę, że mamy tak wyjątkowy zestaw pasażerów, iż bezpieczeństwo lotu jest najważniejsze, a pan, panie kapitanie, za to bezpieczeństwo odpowiada.

Dla mnie podjęcie decyzji o zgromadzeniu na pokładzie jednego samolotu dowódców wszystkich rodzajów broni, wielu posłów, polityków i innych ważnych osób, a potem, po otrzymaniu sygnału, że sytuacja jest daleka od optymalnej, niepomyślenie o ich bezpieczeństwie to prawdziwe mistrzostwo świata braku odpowiedzialności. Nie znam przypadku, nawet w czasie najbardziej zaciętych konfliktów, by komuś udało się za jednym zamachem wyeliminować dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a to zdarzyło się w Smoleńsku. Wiele razy słyszałem z ust apologetów Lecha Kaczyńskiego, że był „propaństwowcem”. Czy jednak można sobie wyobrazić bardziej antypaństwowe zachowanie – z kompletem dowódców sił zbrojnych, na terenie niezbyt sprzyjającego państwa nie zadbać o bezpieczeństwo osób zgromadzonych z własnej inicjatywy. Przecież na skutek tej tragedii Polska na pewien czas była pozbawiona najwyższego dowództwa wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Zachowanie Lecha Kaczyńskiego to wręcz podręcznikowy przykład, jak nie powinien zachować się zwierzchnik sił zbrojnych. To wielka plama na jego życiorysie, której nawet największy pomnik nie zasłoni.

Dlatego katastrofa smoleńska powinna być ponownie przeanalizowana także pod kątem uprawnień dysponenta samolotu, nawet w sytuacji, gdyby był nim zwierzchnik sił zbrojnych. Ponieważ taki lot jest lotem dyspozycyjnym, a nie rejsowym to dysponent powinien mieć pewne uprawnienia, niezwiązane z naruszaniem bezpieczeństwa lotu. Jednak w takiej sytuacji uważam, że kontakty VIP-ów z załoga powinny mieć miejsce przez „intercom” i być rejestrowane na czarnych skrzynkach. Taki system z jednej strony rozwiałby wiele niejasności w przypadku konfliktu z załogą (casus gruziński), ale mam nadzieję, że także zwiększałby poczucie odpowiedzialności dysponenta lotu i zmniejszałby prawdopodobieństwo takiej katastrofy, jak w Smoleńsku, która była nie tylko tragedią, ale międzynarodową kompromitacją Polski. Jestem pewien, że gdybyśmy po katastrofie dysponowali nagranymi na czarnych skrzynkach rozmowami w saloniku Prezydenta, to mielibyśmy dowody rzeczowe zamiast hipotez i domniemywań.

3.

Do Parlamentu Europejskiego kandyduje z Warszawy Jacek Saryusz-Wolski, przedstawiany przez PiS jako „polski kandydat na szefa Rady Europejskiej”. Dlaczego nikt nie protestuje przeciwko temu oczywistemu kłamstwu? Żeby tak twierdzić, trzeba zupełnie nie rozumieć postanowień „Traktatu o Unii Europejskiej”, który w Art. 15, p. 5 stwierdza: „Rada Europejska wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres dwóch i pół roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny.”. Czyli na przewodniczącego wybierany jest konkretny człowiek, a nie państwo, które potem deleguje swojego przedstawiciela, jak jest w przypadku komisarzy.

Stwierdzenie, że „mandat jest jednokrotnie odnawialny” oznacza, że dopóki nie ma negatywnej decyzji w sprawie odnowienia mandatu, to nie ma nowego kandydata na to stanowisko, a tak było od momentu, kiedy Donald Tusk na posiedzeniu Rady Europejskiej ogłosił gotowość przewodniczenia przez następne dwa i pół roku. Była to jego osobista decyzja i państwo polskie formalnie nie miało w tej sprawie nic do powiedzenia. Można było tylko prowadzić konsultacje w sprawie negatywnej decyzji co do odnowienia mandatu Donalda Tuska, jednak gdyby to się udało, to wtedy liczba chętnych byłaby nieograniczona i jest mało prawdopodobne, by został wybrany kolejny Polak.

Antoni Miklaszewski

Ocena Czytelników
[Razem: 5 Średnio: 5]
Print Friendly, PDF & Email

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Michał Byczkowski Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał Byczkowski
Gość
Michał Byczkowski

Antoni, jak zwykle udało Ci się wypunktować kilka najistotniejszych nonsensów i mitów, które tak skutecznie od lat zatruwają dzisiejszą polską scenę polityczną. Udało Ci się w dwójnasób, bo bez inwektyw, które cisną się na usta, a które byłyby oczywiście niestosowne na tak zacnym forum. Cóż z tego jednak, że to wiemy, skoro prezes cynicznie odwołuje się do emocji dość prymitywnego niestety elektoratu, a w nas narasta frustracja wobec rosnacych strat gospodarczych, społecznych, wizerunkowych itd. Ile lat straciliśmy . Michał Byczkowski