J. Zajadło: Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w labiryncie

Foto: Jan Bogacz

Obecna praca organu zwanego Trybunałem Konstytucyjnym zaczyna przypominać poruszanie się w labiryncie. Ale jest to labirynt specyficzny – nie chodzi bowiem o to, by wyplątać się z jego pułapek, lecz wręcz przeciwnie, by spory konstytucyjne dodatkowo skomplikować przez produkcję dwuznaczności.

Na 20 czerwca b.r. wyznaczono posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego – w dużym skrócie mówiąc ma ocenić, czy obecni członkowie Krajowej Rady Sądownictwa zostali wybrani zgodnie z konstytucją, skoro początek kadencji jej poszczególnych członków nie rozpoczął się w tym samym czasie. Wnioskodawcą jest prokurator generalny, a więc personalnie ta sama osoba co minister sprawiedliwości, który z kolei projektuje proponowane zmiany w organizacji systemu wymiaru sprawiedliwości. Największe wątpliwości w tych projektach budzi m. in kwestia skrócenia kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa. Pojawia się więc wytrych – jeśli Trybunał uzna, że dotychczasowi członkowie byli wybrani z naruszeniem konstytucji, to otwiera się droga do skrócenia ich kadencji i przynajmniej uspokaja się sumienie niektórych wątpiących polityków rządzącej ekipy. Proste jak drut.

Jednak wytrych jak to wytrych – narzędzie proste i skuteczne, ale najczęściej kojarzone z rękami złodzieja. To symboliczne włamanie nie odbywa się jednak pod osłoną nocy, lecz w biały dzień i co najciekawsze – na oczach strażników, których skład został tak dobrany, że zdają się kibicować całej operacji, ponieważ nigdy nie ukrywali swojej sympatii dla symbolicznego włamywacza.
I tutaj pojawia się wyjątkowa dwuznaczność plącząca dodatkowo zakręty tego labiryntu – jeden z tych strażników, sędzia Lech Morawski, znajduje się bowiem w szczególnej sytuacji. Kierowana przez wnioskodawcę (prokuratora generalnego) instytucja (prokuratura) wszczęła bowiem procedurę mającą na celu uchylenie immunitetu sędziemu w związku z postępowaniem w sprawie spowodowanego przez niego w 2015 roku wypadku drogowego. Tak więc sytuacja jest nieco schizofreniczna – z jednej strony powierza się sędziemu swoją sprawę do rozstrzygnięcia z wiarą w jego bezstronność i niezawisłość, z drugiej zaś samemu kwestionuje jego nieskazitelność w kontaktach z prawem. W normalnych warunkach powinno się takiego sędziego odsunąć od orzekania (a jeszcze bardziej – powinien zrobić to sam), przynajmniej na czas rozpatrywania kwestii uchylenia immunitetu. To by jednak zakłóciło logikę tego specyficznego labiryntu i wbrew intencjom wyprostowało jego zakręty.

Ale labirynt jest jeszcze bardziej skomplikowany. Niektórzy z sędziów zdają się bowiem kibicować zupełnie innej sprawie i nie bardzo godzą się na manipulowanie przy konstytucji przy pomocy wytrychów. Kompletnie więc nie pasują do składu obserwujących strażników, ale jak ich z tego wykluczyć? Ano przy pomocy innego wytrycha – poddać w wątpliwość prawidłowość ich wyboru z uwagi na rzekome łączne glosowanie nad ich kandydaturami i do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości pozbawić możliwości obserwacji symbolicznych włamań. Taki los spotkał już kilka miesięcy temu trzech sędziów – Stanisława Rymara, Piotra Tuleję i Marka Zubika. A kto był wnioskodawcą? Nietrudno zgadnąć – ten sam prokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednej osobie.

Jeśli zestawić ze sobą te dwie sytuacje – sędziego włączanego do składu mimo wniosku o uchylenie immunitetu oraz sędziów odsuniętych od orzekania z powodu ich rzekomego nieprawidłowego wyboru, to trzeba przyznać, że tak przewrotnego labiryntu nie wymyśliłby nawet twórca jego idei, mityczny Dedal. No tak, ale gdzie Dedalowi do pomysłowości polityków PiS.

Od Redakcji Monitora: felieton prof. J. Zajadły opublikowany na jego profili na FB jest opatrzony uwagą: “Posłałem do GW krótki felieton, ale nie wiem kiedy się ukaże.” MK publikuje tekst za zgodą Autora.

Ocena Czytelników
[Razem: 6 Średnio: 4.3]
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo