G. Gała: Reforma, czy „ściema”?

0
(0)

Od trzech lat słyszymy o potrzebie reformy wymiaru sprawiedliwości. Społeczeństwo epatowane jest sondażami, w których negatywne oceny pracy sędziów i sądów mają być uzasadnieniem do podejmowania działań naprawczych.

Chciałbym w tym tekście pokazać co do tej pory zrobiono, aby polepszyć funkcjonowanie tej sfery dominium państwa. Są to uwagi praktyka, sędziego karnisty z ponad dwudziestoletnim stażem pracy. Nie jest to w żadnym razie ocena polityczna, a jedynie opis faktów, które rzutują na codzienne funkcjonowanie sądów powszechnych, a zwłaszcza ich wydziałów karnych – newralgicznych z punktu widzenia poczucia bezpieczeństwa obywateli.

Zaczęło się obiecująco. Ustawą z dnia 11 marca 2016 roku, cofnięto – mówiąc w sporym uproszczeniu – przygotowywaną przez kilka lat reformę procedury karnej, wprowadzoną od 01 lipca 2015 roku. Budziła ona spore kontrowersje, także u nas, praktyków. Rodziła obawy, czy brak tradycji kontradyktoryjności w procesie karnym oraz zupełnie nowe zadania stawiane przed prokuraturą i palestrą nie doprowadzą do wypaczenia idei sprawiedliwego i trafnego orzekania. Dodatkowo poziom legislacyjny ustawy z dnia 27.09.2013 roku, która tę reformę wprowadzała, był delikatnie mówiąc niski. Ustawodawca stworzył akt oparty na mocnych podstawach teoretycznych, ale nie przystający do praktyki orzeczniczej i funkcjonalnej systemu wymiaru sprawiedliwości. Starał się pogodzić rzeczy, których pogodzić się nie da – np. zasadę prawdy materialnej i kontradyktoryjny proces stron przed bezstronnym arbitrem. Nie wchodząc w dalsze szczegóły, trzeba powiedzieć, że skutki tej reformy mogły być ryzykowne.

Wspomniana ustawa z dnia 11 marca 2016 roku była aktem prawnym radykalnym, ale przemyślanym. Nawet entuzjaści poprzedniej regulacji przyznawali, że od strony technicznej trudno jej cokolwiek zarzucić. Mimo bardzo krótkiego vacatio legis (weszła w życie już w dniu 15 kwietnia 2016 roku), w praktyce nie spowodowała istotnych zaburzeń w trwających procesach, a pewne zagadnienia uporządkowała.

Niestety, potem było już tylko gorzej.

Mimo znanych od lat problemów wynikających ze zbyt rozbudowanego zakresu kognicji sądów oraz z niedoskonałości procedury, nie zrobiono kolejnych kroków, które przy szczerej chęci reformowania powinny zostać uczynione.

Nie powołano żadnej komisji kodyfikacyjnej ani innego gremium, które mogłoby zdiagnozować istniejące problemy i podjąć próbę ich rozwiązania. Nie stworzono także żadnego forum konsultacyjnego z praktykami.

Pojawiły się natomiast projekty, świadczące o całkowitym braku rozpoznania rzeczywistych bolączek i zastąpieniu go teoriami spiskowymi. Oto bowiem stwierdzono, że podstawowym problemem jest system przydziału spraw poszczególnym sędziom. Rzekomo miało dochodzić do przydzielania przez przewodniczących wydziałów spraw referentom w taki sposób, aby wpływać na końcowe orzeczenia. Pomijając już absurdalność tego typu działań w kontekście możliwości zaskarżenia orzeczeń do sądów wyższej instancji, gdzie przecież macki przewodniczącego wydziału już nie sięgały, stwierdzam z całą mocą, że w praktyce problem ten nie występował.

Ministerstwo postanowiło jednak lansować tzw. system losowego przydziału spraw (SLPS). Miał on zastąpić system, w myśl którego, sprawa była rejestrowana zgodnie z kolejnością wpływu i wyznaczana kolejnym sędziom wg. listy alfabetycznej. W praktyce, co warto podkreślić, był to zatem także system losowy. SLPS powstawał długo i mozolnie. Wydano ciężkie pieniądze na jego wdrożenie, a mimo to nie udawało się go poprawnie zsynchronizować. W efekcie jego wejście w życie kilkakrotnie przekładano. Do dziś nie funkcjonuje on w odniesieniu do składów zawodowych. W praktyce spowodował on ogrom komplikacji. Maszyna losująca nie odróżnia wagi spraw i faktycznego stopnia ich skomplikowania. Obciążenie sędziów nie jest zatem równe. Kompletnie nie bierze się też pod uwagę specjalizacji sędziów w danej dziedzinie. Co gorsza, maszyna nie wie – bo i skąd, że w danej sprawie przykładowo żona sędziego wykonywała czynności jako prokurator czy biegły. To spowodowało olbrzymi wzrost ilości wniosków sędziów referentów o wyłączenie od prowadzenia danej sprawy. Wniosek sędziego musi trafić na posiedzenie, gdzie oczywiście rozpozna go wylosowany przez SLPS skład, a po ewentualnym wyłączeniu sędziego, w sprawie trzeba będzie znowu wylosować nowy skład. W praktyce prowadzi to do oczywistego przewlekania rozpoznania sprawy.

Poprzednim zagadnieniom poświęciłem dość dużo uwagi, bo mimo sporów co do zasadności wprowadzonych rozwiązań, coś zrobiono! Niestety lista tego, czego nie zrobiono jest zdecydowanie dłuższa.

Kilka miesięcy temu, na Zgromadzeniu Sędziów z udziałem wiceministra Łukasza Piebiaka, w imieniu sędziów zadeklarowałem, że jesteśmy gotowi włączyć się do rozmów na konkretne tematy związane z potrzebą usprawnienia pracy sądów. Wymieniłem wtedy wyprowadzenie orzekania w sprawach o wykroczenia z wydziałów karnych sądów powszechnych, podjęcie prac nad stworzeniem korpusu biegłych sądowych, aby nie było tak, że sędzia prosi telefonicznie kolejnych biegłych aby podjęli się wydania opinii i aby termin był rozsądny. Wspomniałem też o regulacji z art. 117 § 2a kpk, która powoduje olbrzymią ilość odroczeń rozpraw i nie daje sądowi w zasadzie żadnej możliwości oceny trafności orzeczenia lekarza sądowego o niezdolności uczestnika postępowania do udziału w czynnościach. Patologie związane z faktycznym funkcjonowaniem tego przepisu są powszechnie znane i doczekały się już nie tylko opracowań naukowych i publicystycznych, ale też procesów przeciwko nieuczciwym lekarzom sądowym i uczestnikom postępowań.

Niestety, minęło ponad pół roku i odzewu ze strony ministerstwa nie ma żadnego. Pan minister wtedy był zainteresowany wyłącznie spełnieniem wymogu ustawowego i przedstawieniem zgromadzeniu nowego, wymyślonego w ministerstwie, prezesa SO. Tu się zagalopowałem…pan minister podszedł do mnie na korytarzu po Zgromadzeniu i powiedział, że jeśli chodzi o art. 117 § 2a kpk, to w ministerstwie nad tym pracują!!!… Jak widać ciężko, nad jednym przepisem, ponad 3 lata od objęcia władzy!!!

Zamiast tego mamy kolejne konferencje prasowe ministrów, gdzie mówi się o patologii wśród sędziów, konieczności dekomunizacji, podnoszeniu górnych granic ustawowego zagrożenia za – topowe akurat medialnie – przestępstwa, a ostatnio także kolejne, coraz ciekawsze wnioski do nowego Trybunału Konstytucyjnego.

Panie ministrze! Mam prawie 50 lat, orzekanie rozpocząłem w 1997 roku. Znam ledwie kilku sędziów, którzy rozpoczęli orzekanie przed 1989 rokiem. Gdzie są ci komuniści w togach, których pan tropi? Ile postępowań dyscyplinarnych wszczął pan przeciwko sędziom, którzy sprzeniewierzyli się prawu i etyce sądząc w konkretnych sprawach w okresie komunistycznym? Czy to naprawdę jest istotny problem w funkcjonowaniu dziś wymiaru sprawiedliwości, czy wyłącznie propagandowa papka?

Jedno, co naprawdę skutecznie robi ministerstwo, do dokonywanie zmian kadrowych w sądownictwie. Począwszy od członków nowej KRS, poprzez Sąd Najwyższy, a ostatnio w Sądach Apelacyjnych i Okręgowych – co boleśnie odczuliśmy w apelacji łódzkiej. Tu prace nie trwają latami – jak nad rzeczywistą reformą – tu jest pośpiech i zaskakująca skuteczność w promowaniu kandydatów miernych, ale wiernych.

Wszystko to nakazuje dziś zadać pytanie: czy chodzi tu o rzeczywistą reformę i usprawnienie działania wymiaru sprawiedliwości, czy, jak mawia młodzież – jest to zwykła „ściema”. Czy ministerstwo, które powinno przecież przygotowywać i przesyłać do rządu i do parlamentu projekty ustaw faktycznie poprawiających jakość pracy sądów jest w ogóle tym zainteresowane? Czy też ważne są jedynie zmiany personalne, promowanie „swoich”, bez względu na to jaki poziom prawny i etyczny reprezentują?

Mówi pismo: „…po owocach ich poznacie…”…na razie są to cierpkie jagody zamiast winogron i szkoda, że tak wielu ludzi, nie mając pojęcia o rzeczywistym obrazie rzeczy, daje się na tę „ściemę” nabierać.

I na koniec jeszcze jedna dygresja. Ostatnio odżywają – także wśród niektórych sędziów – poglądy, że sędzia nie powinien głośno mówić o pewnych rzeczach. Bo to może zabrzmieć jak agitacja polityczna, bo nie wypada, bo majestat urzędu itp…Powiem tak: Karniści wiedzą, że większość przestępstw można popełnić zarówno przez działanie, jak i przez zaniechanie. Podobnie grzech można popełnić „myślą, mową, uczynkiem lub zaniedbaniem”. Jeśli jako obywatel tego kraju widzę, że ktoś krzywdzi Moją Ojczyznę i będę milczeć, to popełnię przestępstwo i grzech!

SSO Grzegorz Gała

Sędziowie Łódzcy

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating

Możesz komentować z użyciem konta WordPress.com, Twittera, Facebooka, lub Google+.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments