J. J. Szczepański: Noc w liceum, czyli korytarz awantur wyborczych

0
(0)

To mogła być wyśmienita lekcja wychowania obywatelskiego, nauki demokracji, pokazania licealistom tego, jak ważne są w demokracji wybory. Szczególnie wybory samorządowe. Ale ta lekcja odbyła się inaczej. Mogła być ciekawa i łatwo doświadczalna, bo wiele, jeśli nie większość lokali wyborczych była zlokalizowana – jak zawsze (co ważne) – w szkołach, czyli miejscach, w których młodzież albo jest uczona szacunku do Konstytucji, szacunku dla demokracji, albo …. nie jest. Biorąc pod uwagę kilka lat tradycji „Tygodni Konstytucyjnych” mogło by się wydawać, że – szczególnie renomowane szkoły – wiedzą, jak korzystać z wiedzy prawników, specjalistów, czy praktyków wzbogacających lekcje swoim doświadczeniem i praktyczną wiedzą umiejętnie przekazywaną.

Lokale wyborcze od lat są lokalizowane w budynkach szkolnych, czyli w budynkach publicznych administrowanych przez dyrektorów szkół. Mają więc oni zazwyczaj doświadczenie w organizowaniu i przebiegu samego procesu głosowania, liczenia, przygotowywania do wyborów i sprzątania po wyborach. Muszą więc również wypełniać te funkcje, które ustawy, czy urzędnicy nakazują (właśnie wybory czy np. miejsca ewakuacji w sytuacjach kryzysowych).

Pracowałem w nocnej, czyli liczącej głosy komisji wyborczej w renomowanym warszawskim liceum im. Słowackiego przy ul. Wawelskiej. We dnie byłem w kilka warszawskich komisjach – w urzędzie paszportowym na Pl. Starynkiewicza, w przychodni przy Sanockiej czy właśnie przy Wawelskiej. Wszędzie było ciasno. Brakowało krzeseł, ludzie stali w kolejkach. To, że młodzi stali – nie szkodzi. Ale głosowało też wielu starszych Warszawiaków, którzy po prostu stać nie mogą. Miejsc do wypełniania arkuszy wyborczych było za mało. Komisje wyborcze – przez podwojenie ich – miały zbyt małą liczbę członków, więc nerwowość panowała po obu stronach. Nie można „zwalać” na frekwencję, bo to że może się stać cud i będzie ona np. 90-procentowa też trzeba przewidywać. Zwłaszcza, że dla wyniku wyborczego jest zdecydowanie lepiej, jeśli frekwencja jest wyższa. Jednak w pomieszczeniach, których powiększyć się nie da – cudownego powiększenia trudno było oczekiwać. Inaczej jest, było w szkołach. Tam akurat pomieszczeń nie brakuje, tylko trzeba je móc udostępnić. I tu zaczyna się problem.

Jest czymś zupełnie niepojętym to, że dyrektorzy szkół nie zainteresowali się tym, co się dzieje w administrowanych przez nich obiektach. Piszę świadomie „dyrektorzy” , bo problem był nie tylko w Słowackim, ale w bardzo wielu szkołach, w których zlokalizowane były komisje. W wielkim liceum przy Wawelskiej komisja dzienna posadowiona była na korytarzu. Wyborcy musieli wędrować do niej po schodach – podjazdu dla niepełnosprawnych nie było.

Dla osób wypełniających karty do głosowania – postawiono jedynie trzy stoliki. Biorąc pod uwagę to, iż w obwodzie było ponad 1300 osób uprawnionych do głosowania, było rozwiązaniem raczej mocno optymistycznym. Głosy oddało 1017 mieszkańców obwodu. Zorganizowanie dodatkowych stołów, czy ławek nie było wielkim problemem, pod warunkiem, że byłby do nich dostęp.
Inny problem do rozwiązania zaczął się przed północą, kiedy to Komisja licząca mogła dopiero przystąpić do pracy otwierając urnę. Miejsce pracy – korytarz. Oświetlenie fatalne, bardzo słabe na wysokości około czterech metrów. Po kilku godzinach wlepiania się w kratki na bladych kartach do głosowania – najmocniejszy wzrok miałby też kłopoty. Ławki szkolne i krzesła organizowano sobie samodzielnie wyciągając z zakamarków, bo klasy były zamknięte.

Do mniej więcej szóstej rano nie działo się nic szczególnego. Później zaczął się horror. Komisja pracowała na korytarzu łączącym szkolną szatnię z resztą szkoły. Z minuty na minutę nasilał się więc ruch wokół rozłożonych na stołach kart do głosowania. Brakowało jedynie przeciągu, który by karty wzniósł w powietrze.

O siódmej pojawiła się dyrektor szkoły, która z dużym zdziwieniem stwierdziła, że … komisja jeszcze pracuje, a już nie powinna, bo szkołę czas zacząć i trzeba udostępnić korytarz młodzieży.

Dyrektor nie przyjmowała do wiadomości tego, iż komisja musi mieć wokoło siebie spokój i nikt nie ma prawa się wokół niej kręcić. Komisja za to została poinformowana, iż dyrektorka alarmuje centrum kryzysowe, o tym, że komisja uniemożliwia pracę szkole.
Dopiero, gdy Komisja zagroziła wezwaniem policji za utrudnianie jej pracy, dyrektorka zaczęła pertraktacje z przewodniczącą, co zrobić z komisją i kartami do głosowania. Dyskursowi o tym, co jest ważniejsze – powinność demokratyczna, czyli zakończenie procesu liczenia głosów, tym samym zakończenie pracy komisji wyborczej, czy udostępnienie kawałka korytarza wędrującej młodzieży, z coraz większym zainteresowaniem przyglądała się sama zainteresowana młodzież. Zamiast więc zrobić uczniom, licealistom lekcję wychowania obywatelskiego i pokazania wagi wyborów, dyrektor szkoły dyskredytowała wybory, pracę komisji i powagę aktu wyborczego.

W końcu Dyrektor zaproponowała przeniesienie komisji liczącej głosy do sąsiadującej z korytarzem sali lekcyjnej. Przenoszenie dokumentacji, kart do głosowania po siedmiu godzinach pracy poukładanych w stosowne stosy na stołach i podłodze spowodowało kolejne przedłużenie pracy komisji. Mam jednak wrażenie, że nastąpiło pomieszanie pojęć i braku kompetencji. Przewidujący dyrektor szkoły komisji liczącej głosy udostępniłby dzień wcześniej salę, którą można by odseparować, zamknąć i byłby spokój. Przewidujący, myślący dyrektor wiedząc, że ma w szkole komisję – moim zdaniem – winien się zainteresować tym, co się dzieje w administrowanym przez niego budynku nie o siódmej rano, czyli kwadrans przed rozpoczęciem pierwszych lekcji, tylko wiele godzin wcześniej. Szokujące – przynajmniej dla mnie – jest to, że pracownicy publicznych szkół twierdzili (bo nie tylko w szkole przy Wawelskiej, ale w wielu warszawskich szkołach, a sądzić należy, że również w całym kraju), iż nie zdawali sobie sprawy, że te wybory odbędą się w zmienionej formule, że inna komisja działać będzie we dnie, a inna komisja liczyć będzie głosy nocą. A jak się okazało – również przez wiele godzin następnego dnia. Bo nasza komisja skończyła przed 13-tą. Wiele innych – dużo, dużo później.
Zamiast więc pokazać młodzieży powagę aktu wyborczego i powagę chwili organizując zajęcia i tłumacząc to, co spowodowało utrudnienia w szkole, dyrekcje robiły większe zamieszanie i traktowały ludzi pracujących w komisjach, jak wielkie zło, które na biedną szkołę i dyrekcję spadło. Szkoda, że nie wykorzystano okazji do wzmocnienia wychowania obywatelskiego. Przez – moim zdaniem – brak wyobraźni i myślenia oraz przewidywania tego, co się wydarzyć może.
Druga tura 4 listopada. Dużo łatwiejsza do liczenie.
Najbliższe wybory – już 26 maja 2019 roku.
Matury ustne w liceach skończą się 25 maja.
Może warto wcześniej o tej koincydencji pomyśleć.

Jarosław J. Szczepański

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 0 / 5. Vote count: 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating

Możesz komentować z użyciem konta WordPress.com, Twittera, Facebooka, lub Google+.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments