J. Barcik (na FB): Do przyjaciół w Sądzie Najwyższym

O poruszającej (mnie) niekonsekwencji Sądu Najwyższego – z nadzieją na zmianę i ogromną prośbą o właściwe zrozumienie tej prośby jako zatroskanego amicus curiae

Zacznę od deklaracji, potwierdzonej przeze mnie czynami. Od początku demontażu państwa prawnego w Polsce jesienią 2015 r. zdecydowanie wspierałem i wspieram walkę o zachowanie niezależności sądownictwa i niezawisłości sędziów. Jasno stałem po stronie najpierw Trybunału Konstytucyjnego, a obecnie Sądu Najwyższego broniących odrębności trzeciej władzy. Nie mogę być zatem w żaden sposób posądzony o brak sympatii do stanowiska Sądu Najwyższego, a raczej przeciwnie. Nie mam też żadnego interesu politycznego w wygłaszanej obecnie opinii, starając się pozostać na gruncie ocen prawnych.

O co chodzi?

Dzisiaj pojawiła się oficjalnie informacja, że blisko 40 nowych pseudo – sędziów, którzy zostali powołani przez Prezydenta RP w wyniku prawnie nieważnego konkursu przez upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa (KRS) będzie sukcesywnie włączanych do orzecznictwa i wyznaczonych do składów orzekających Sądu Najwyższego. I nie jest to decyzja Ministra Sprawiedliwości, czy Prezydenta RP, ale samego SN, który od miesięcy bronił się przed takim obrotem spraw. Informacja ta głęboko mnie poruszyła. Dlaczego?

1. W dniu 30 sierpnia br. Sąd Najwyższy zadał Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dwa pytania prejudycjalne (zob. Postanowienie SN z dnia 30 sierpnia 2018 r., sygn. akt III PO 7/18). W dużym uproszczeniu publicystycznym, pytania dotyczyły tego, czy sposób powoływania sędziów do nowo powstałej Izby Dyscyplinarnej SN przez KRS, która z uwagi na ustrojowy model jej ukształtowania oraz sposób działania nie daje rękojmi niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej, pozwala uznać, że Izba Dyscyplinarna będzie mogła być uznana za niezależny i niezawisły sąd w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. Ergo, SN miał zastrzeżenia tak co do niezależności Izby Dyscyplinarnej i KRS, jak i niezawisłości sędziów powołanych do nowo utworzonej Izby. I co robi teraz? Dopuszcza ich do orzekania, w sytuacji, gdy w TSUE znajduje się jego własne pytanie prejudycjalne w tej sprawie. Tym samym czyni to pytanie bezprzedmiotowym, wykazując się niekonsekwencją. Postępowanie takie można oceniać także w kategoriach nadwątlenia wymogu lojalnej współpracy instytucjonalnej pomiędzy SN a TSUE, wynikającego z art. 4 ust. 3 TUE.

2. Izba Dyscyplinarna ma być batem na sądownictwo powszechne, krzewiącym wśród sędziów sądów powszechnych efekt mrożący i nawyk oportunizmu. Wielu odważnych sędziów się temu sprzeciwiało, m.in. składając pytania prejudycjalne do TSUE. Byli za to ciągani przez rzecznika dyscyplinarnego i wytaczano przeciwko nim postępowania wyjaśniające. I teraz SN odpłaca im w ten sposób, że wprowadza do orzekania sędziów, co spowoduje rozpoczęcie pracy przez Izbę Dyscyplinarną, w istocie zabawkę w rękach Ministra Sprawiedliwości. Nie jest to zgodne z dobrze (podkreślam: dobrze) pojmowaną solidarnością zawodową. Wystarczyło trochę odwagi i nie dopuszczanie nowo wybranych sędziów do orzekania do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez TSUE. SN mógł w tym zakresie choć trochę zastąpić ubezwłasnowolniony KRS i stanąć na straży niezależności sądów powszechnych. Niestety, nie skorzystano z okazji.

3. Problem dotyczy także innych Izb SN. Pomijając szczególny przypadek nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i Izby Cywilnej (której Prezes jak na razie nie dopuścił żadnego nowego sędziego do orzekania – czyli jednak jest to możliwe), dotyczy to także Izby Karnej. Osoby odpowiedzialne w tym zakresie, które niezmiernie cenię i szanuję, muszą mięć świadomość, że dopuszczanie do orzekania osób, co do których statusu sędziego istnieją poważne wątpliwości, pozwala kwestionować wydane z ich udziałem wyroki. Pogłębia także chaos prawny w Polsce, pewność prawa i zaufanie do sądownictwa. Wiem, że osoby odpowiedzialne w SN na pewno chcą uniknąć takiego rezultatu. Jednak ich faktyczne działania do tego prowadzą. Przypomnę także, że w Naczelnym Sądzie Administracyjnym nadal znajdują się odwołania osób takich, jak ja, którzy startowali w konkursie do SN, by wykazać nielegalność procedury. Są one cały czas w trakcie rozpatrywania. Czy fakt, że kandydując do SN w imię ratowania SN i rzucając na szalę cały swój zawodowy autorytet (a są wśród nich także sędziowie) naprawdę nie ma znaczenia dla SN?

4. Wreszcie, na końcu to wszystko trzeba wytłumaczyć ludziom, którzy od miesięcy zbierali się (i nie wątpię, że będą się nadal zbierać) przed polskimi sądami, broniąc niezależności sądów i poszczególnych sędziów. To im należy się jasne wyjaśnienie, którego na razie brakuje.

Nie znam motywów decyzji zapadłych w SN. Wiem jednak, że oportunizm lub obawa wyrażająca się ucieczką w formalizm, źle się kończy. Póki co jednak nie odbyła się żadna rozprawa z udziałem nowo powołanego sędziego, żaden z nich nie wydał jeszcze orzeczenia. Nie jest jeszcze za późno na wycofanie się z tej drogi i niedopuszczanie do orzekania, tam gdzie to jest możliwe (czyli wszędzie za wyjątkiem Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych). Z tą publiczną prośbą i cichą, prywatną nadzieją zwracam się do PRZYJACIÓŁ z Sądu Najwyższego.

*Jacek Barcik, dr hab., profesor nadzwyczajny w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, (Wydział Prawa i Administracji, Katedra Prawa Międzynarodowego Publicznego i Prawa Europejskiego); adwokat

Ocena Czytelników
[Razem: 11 Średnio: 3.1]
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o