Płk Piotr Raczkowski, Wiceprzewodniczący KRS, sędzia Wojskowego Sądu Okręgowego oświadcza

W związku z artykułem „Nieznana Twarz Temidy”, który ukazał się 24 kwietnia 2017 r. w tygodniku „Do Rzeczy” oraz materiałem filmowym wyemitowanym tego samego dnia w Wiadomościach TVP oświadczam, że informacje i przedstawione tam zarzuty są nieprawdziwe i mają na celu jedynie zniesławienie i znieważenie mojej osoby.
Wbrew temu, co podano w Wiadomościach TVP nigdy wobec mnie nie były prowadzone żadne postępowania dyscyplinarne czy karne, nie spędziłem młodości w PZPR, orzekam nie 2 a 22 lata. Do partii należałem od 1987 r. do końca 1989 r. Najpierw przez dwa lata orzekałem jako asesor, a od 20 lat jestem sędzią, od 6 lat orzekam zarówno w I instancji, jak i w instancji odwoławczej. Mój ojciec zmarł blisko 35 lat temu, a mama 6 lat temu. Wymowa materiału wyemitowanego w Wiadomościach TVP i wypowiedzi osób biorących w nim udział miały na celu znieważenie mojej osoby.
Także informacje opublikowane w tygodniku „Do Rzeczy” są nieprawdziwe, ich celem jest jedynie zdyskredytowanie mnie i mojego dorobku zawodowego. Nigdy nie prowadzono wobec mnie postępowania karnego. Sprawy, które porusza autor były znane od 10 lat i znajdują się w moich aktach osobowych.
Można tam znaleźć informację, że w 2006 roku prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie zawiadomienia złożonego przez dwóch sędziów. Obaj byli moimi dobrymi kolegami. Niestety niewłaściwie zinterpretowana moja wypowiedź o jednym z nich wpłynęła na pogorszenie naszych relacji. Do tego przy okazji sprawy, którą prowadził ten sędzia okazało się, że są dwa protokoły z tego samego dnia w tym samym przedmiocie, ale z innym rozstrzygnięciem i innym protokolantem. Kiedy poprosiłem sędziego o wyjaśnienie, odmówił i pisemnie zarzucił mi ingerowanie w przebieg sprawy. Akta wraz z protokołami przesłałem do sądu okręgowego. Drugiemu koledze – sędziemu odmówiłem zgody na urlop ponieważ zwrócił się o urlop w wymiarze, jakiego już nie miał. Po jakimś czasie zaskarżyłem decyzję komisji lekarskiej o jego niezdolności do służby wojskowej. Moje zastrzeżenia zostały uwzględnione, a sędzia musiał wrócić do służby. Jednak znów znalazł się na zwolnieniu, a komisja ponownie uznała go za niezdolnego do służby wojskowej. Tej decyzji już nie zaskarżyłem. Sędzia odszedł do sądownictwa powszechnego. Obaj sędziowie, dawni moi koledzy, składali na mnie doniesienia do prokuratury dotyczące zachowań sprzed kilku lat, które nie miały miejsca. Wobec odmowy przyznania mi prawa strony, nie wiem, ile i jakie były to zarzuty. Prokuratura umorzyła postępowanie, a mnie odmówiono możliwości zaskarżenia podstaw umorzenia.
Nigdy nie uderzyłem ani nie znieważyłem żadnej osoby i nie było wobec mnie prowadzone żadne postępowanie. W latach 2001- 2006 w sądzie garnizonowym panowała bardzo dobra atmosfera i sąd funkcjonował bez zarzutów. W tym czasie mieliśmy bardzo dużo wizytacji przełożonych zarówno z sądu wyższej instancji, jak i z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zawsze broniłem sędziów przed zarzutami dotyczącymi prowadzonych spraw, co czasami nie podobało się przełożonym.
W tym samym czasie, tj. w 2006 r. w stosunku do prezesów sądów wojskowych prokuratura wszczęła postępowanie o używanie pojazdów służbowych niezgodnie z decyzją Ministra Obrony Narodowej. Nie zgadzaliśmy się z tą interpretacją przepisów i wskazywaliśmy podstawy prawne naszego stanowiska. Pomimo to postępowanie zostało rozpoczęte i zarządzono śledzenie naszych przejazdów. W 2008 roku prokuratura skierowała wniosek do Ministra o odwołanie mnie i prezesa wojskowego sądu okręgowego ze stanowiska prezesa, pomimo że wobec innych postępowanie zostało umorzone. Podczas przesłuchania przed Krajową Radą Sądownictwa dowiedziałem się, że sprawa dotyczy używania pojazdów oraz zarzutów stawianych mi przez wspomnianych wcześniej sędziów. Członkowie Krajowej Rady Sądownictwa wysłuchali także sędziów, którzy złożyli doniesienie. Krajowa Rada Sądownictwa odmówiła odwołania mnie ze stanowiska prezesa natomiast wyraziła zgodę na odwołanie prezesa wojskowego sądu okręgowego. Trzy miesiące później Sąd Najwyższy rozstrzygnął sprawę używania samochodów służbowych na naszą korzyść.
Moja droga do urzędu sędziego nie była łatwa, wymagała ode mnie wysiłku, pracy i determinacji, ale nie ma w niej nic niestosownego. W 1976 r. z powodów rodzinnych, w wieku zaledwie 15 lat musiałem zrezygnować z nauki w szkole średniej i podjąć pracę.  Kilka miesięcy później rozpocząłem naukę w szkole zawodowej, a w 1978 roku w liceum ogólnokształcącym, które ukończyłem w 1982 roku. W tym czasie należałem do NSZZ Solidarność w Toruńskich Zakładach Przemysłu Chemicznego POLCHEM. Na początku 1983 roku zostałem powołany do odbycia obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej. Po 5 miesiącach zdecydowałem się na przeniesienie do szkoły kwatermistrzowskiej w Poznaniu. Po jej ukończeniu zostałem skierowany do Centrum Szkolenia Służb Kwatermistrzowskich w Grudziądzu. W 1987 roku bez zgody przełożonych rozpocząłem studia prawnicze na UMK w Toruniu, które ukończyłem w 1992 roku. W tym samym roku zdałem egzamin na pozaetatową aplikację sądową w Toruniu, ale pomimo zdanego egzaminu przełożeni wojskowi nie wyrazili zgody na kontynuowanie aplikacji. Napisałem skargę do departamentu kadr MON i po kilku miesiącach dostałem propozycję objęcia stanowiska radcy prawnego 3 Warszawskiej Brygady Rakietowej. Tam pracowałem do grudnia 1993 roku, kiedy to zostałem przyjęty na aplikację do sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Egzamin sędziowski z oceną – dobry plus zdałem w 1995 r. przed komisją Sądu Najwyższego i zostałem wyznaczony na stanowisko asesora. W 1997 r. zostałem powołany na stanowisko sędziego Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, gdzie pełnię służbę do dzisiaj. W 2001 r. Minister Sprawiedliwości Lech Kaczyński oraz Minister Obrony Narodowej Bronisław Komorowski powołali mnie na stanowisko prezesa tego sądu. W 2013 roku zostałem powołany na stanowisko sędziego sądu okręgowego. Od 6 lat orzekam zarówno w sądzie wojskowym jak i w powszechnym, do którego zgłosiłem się dobrowolnie.
Dwukrotnie (w 2010 i 2014 roku) zyskałem zaufanie całego środowiska sędziów wojskowych i zostałem wybrany na członka KRS.
Od kilku lat z upoważnienia Przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa podpisuję liczne dokumenty. Są to m.in. stanowiska, uchwały, opinie oraz inne pisma sporządzone przez organ konstytucyjny, jakim jest Krajowa Rada Sądownictwa. Wiele z nich dotyczy działania innych organów państwa, ale są to także pisma odpowiadające na skargi obywateli (ok.4000 rocznie). Wielu niezadowolonych z odpowiedzi składa potem zawiadomienie o popełnieniu przez mnie przestępstwa np. „polegającego na zabiciu prostytutki i rzuceniu jej ciała na pożarcie psom”. Nie jest to, rzecz jasna, przyjemne, ale takie mam obowiązki. Autor artykułu w tygodniku „Do Rzeczy” zarzuca mi podpisanie kilku dokumentów, lecz nie zauważa, że podpisałem je jako upoważniony przedstawiciel Krajowej Rady Sądownictwa.
Jakiś czas temu otrzymałem od anonimowej osoby pisemną groźbę, że jeśli nie wycofam się z życia publicznego będę napiętnowany. Poinformowałem o tym członków KRS, ponieważ sprawuję m.in. konstytucyjne stanowisko wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa. Autor pisma z obraźliwymi sformułowaniami wysyłał je do wielu adresatów i przez pomyłkę ujawnił swoją tożsamość – okazało się, że jest to jeden z sędziów, o których wspominałem. Odbyto się z nim rozmowy i była to dla mnie wystarczająca reakcja, wobec czego, nie wnosiłem o skierowanie sprawy do postępowania dyscyplinarnego.
Uważam, że zarówno publikacja tygodnika „Do Rzeczy”, jak i informacje podane w Wiadomościach TVP miały na celu zdezawuowanie moich osiągnięć zawodowych oraz publiczne poniżenie mojej osoby w związku z kandydowaniem do Sądu Najwyższego.
W styczniu br. roku zgłosiłem się do konkursu na stanowisko sędziego SN Izby Wojskowej. Podjąłem taką decyzję ponieważ zebrałem niezbędne doświadczenie jako sędzia – orzecznik, także w sądownictwie powszechnym, moja praca została bardzo dobrze oceniona przez przełożonych, sędziów i współpracowników. Mam także bardzo wysoką stabilność kasacyjną (100%).  W sprawie konkursu uzyskałem poparcie bezpośredniego przełożonego Prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego.
Odnosząc się do ostatnich informacji prasowych na temat mojego urlopu, informuję, że podane dane są nieaktualne. Obecnie wykorzystuję urlop za 2015 rok

Płk Piotr Raczkowski, Wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, Sędzia Wojskowego Sądu Okręgowego

Ocena Czytelników
[Razem: 4 Średnio: 4.5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo