A. Szejnfeld: Podważanie historii, czy… groźba?!

Od początku wiadomo było, że walka będzie nierówna. Naprzeciwko siebie stanęli wygłodzeni, słabi i niemal bezbronni Żydzi oraz silni i dobrze uzbrojeni Niemcy. 19 kwietnia 1943 roku, dzień przed żydowskim świętem Paschy, w czasie ostatecznej likwidacji getta warszawskiego, przebywający w nim Żydzi podjęli czyn zbrojny. Ich sytuacja była beznadziejna. Przystępując do walki mieli tego świadomość… Wiedzieli, że zginą, ale nie o chęć ratowania, zwłaszcza swojego życia, tutaj chodziło. Walka dawała nadzieję innym. Honorowa śmierć miała też swoją wartość, zwłaszcza w podłym świecie rządzonym przez podłych ludzi, w czasach podłej często obojętności.

Mimo, iż powstanie w getcie warszawskim nie zmieniło biegu wydarzeń wojennych, jest jednym z symboli walki z niewyobrażalnym złem, jakie niesie za sobą wojna. Niestety, obecnie możemy często zaobserwować wręcz awersję do czerpania nauk z historii i doświadczeń poprzednich pokoleń. Fakt, że rosnące w siłę neofaszystowskie i neonazistowskie grupy w Polsce, pod nosem obecnej władzy, świętują urodziny Adolfa Hitlera, łączy się nie tylko z brakiem zrozumienia podstawowych wydarzeń historycznych, ale jest także jawnym bezczeszczeniem pamięci ofiar jednego z dwóch najbardziej okrutnych totalitaryzmów XX wieku. Podobnie szokujące są faszyzujące zachowania niektórych grup uczestniczących w marszach niepodległości, które jednocześnie obklejają się emblematami Polskiego Państwa Podziemnego. Takie postępowanie to wręcz plucie na groby także i innych powstańców, uczestników Powstania Warszawskiego!

Można mieć wrażenie, że historia przestaje być przestrogą dla współczesnych pokoleń. Powszechne prawdy również zaczynają być kontestowane. Ba! traktuje się je często, jak utarte slogany i wyświechtane hasła. Ludzie przechodzą obok nich często obojętnie. W sali BHP w Gdańsku, na przykład, symbolu zwycięstwa demokracji nad komuną, swoje obchody odbywał niedawno ONR. To jak jakieś szyderstwo wobec tych wszystkich, którzy walczyli nie tylko w stolicy Pomorza, ale i w całej Polsce, z komunistycznym reżimem. Chyba, że to nie podważanie historii, ale… butna groźba?!

Podobnie, w roku, w którym obchodzimy setną rocznicę zakończenia I wojny światowej i odzyskania niepodległości, stwierdzenie, iż „pokój nie jest dany raz na zawsze” nie budzi już smutnych refleksji. Odbija się od uszu jak groch od ściany. Dlaczego? Bowiem nasza pamięć sięga jedynie trzech pokoleń wstecz. Znamy bardzo dobrze meandry życia naszego i naszych rówieśników. O rodzicach wiemy stosunkowo wiele, ale o dziadkach i o tym, co oni przeżyli, już nie bardzo. O pradziadkach, przeciętny śmiertelnik nie wie już prawie nic. Pamięć o dyktaturze, o władzy autorytarnej, o powstaniach, horrorach wojennych…. blednie z roku na roku, wraz z odejściem kolejnych naocznych świadków tamtych wydarzeń.

Koszmary przeszłości mogą jednak powrócić. Dlatego tak ważne jest, by zrozumieć, że los drugiej osoby nie może być nam obojętny. Ci, którzy żyjąc obok nas, mówią innym językiem, wierzą w innego boga, albo inaczej wyglądają, nie są tylko z tego powodu naszymi wrogami. Prawdziwe zagrożenie nadciąga wówczas, gdy ludzie przestają reagować na wzniecane podziały, pozostają ślepi i głusi na krzywdę innych. Ludzka obojetność zresztą nie jest najgroźniejsza. Tragiczne w swoich skutkach wywołujące dramaty już nie tylko jednostek, ale i całych narodów, są działania albo zaniechania działań władzy. Te zawsze kończą się nienawiścią, ksenofobią, rasizmem. Kończą się pogromami a nie kiedy i…. wojnami! To ludzie władzy dźwigają więc ciężar odpowiedzialności za spokój i pokój, a nie przeciętni obywatele. Po różnych wydarzeniach ostatnich trzech lat w Polsce, czy można mieć pewność, że nasza władza zdaje sobie z tego sprawę?…

Adam Szejnfeld

Print Friendly, PDF & Email
Ocena Czytelników
[Razem: 2 Średnio: 3]

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.