Czesław Ogórek: Co dalej w marszu po władzę?

Natura ludzka jest niezmienna. Owszem zmienia się – i to bardzo – technologia stosunków społecznych. Zoszczenko opisał to następująco: faraonowie gnębili lud egipski i proszę, nie ma już faraonów.
Ale ludzie są wciąż tacy sami.

Niektórzy z ludzi są bardzo chciwi na władzę. Dowodzi tego historia. Piłsudski zaczął od demonstracji zbrojnej – takie było założenie – z tego zrobił się zamach stanu. Potem dyktatura w białych rękawiczkach, manipulowanie prawem (skąd to znamy?), a kiedy okazało się, że cała opozycja się jednoczy, skończyła się pobłażliwość i zaczęły się wybory brzeskie, nieznani sprawcy w oficerskich mundurach, zamykanie i bicie posłów, aż wreszcie polski – tak, tak! – obóz koncentracyjny w Berezie.

I tak jest zawsze, od marszu czarnych koszul na Rzym do zabójstwa Matteottiego też trochę czasu minęło – jakieś dwa lata. W innej rzeczywistości społecznej Stalin też nie od razu stał się tym wielkim Stalinem. Najpierw musiał wyrżnąć starych bolszewików, zresztą ku uciesze Rosjan, bo zabijał tych, którzy im zgotowali piekło na ziemi. A od wyborów w 1933 r. do pożaru Reichstagu też trochę czasu minęło.

* * *

Wróćmy do natury ludzkiej. Historia nas poucza, że kandydat na dyktatora nie spocznie, póki nie wymości sobie wolnościami obywatelskimi pod tyłkiem. Będzie się wściekał, robił miny (J. Kaczyński nie udaje), a potem i w trakcie marszu po władzę sięgnie po przemoc: naziole, strażnicy leśni, kulsony, kibole. Będzie fałszował historię – od „żołnierzy wyklętych” po ubóstwienie zmarłego brata.

Ale co będzie, jeśli sondaże zaczną się chwiać? Już zaczynają. Więc J. Kaczyński sięga – i to nie zważając na reperkusje moralne i polityczne w kraju i na świecie – po skrajne środki, urządza antysemicką hecę na rocznicę Marca 1968 roku.

* * *

Co potem? Czy są jeszcze skrajniejsze środki, żeby tylko utrzymać się u władzy?

Pułkownik Adam Mazguła palnął ewidentne głupstwo w programie jednej z telewizji internetowych, że stan wojenny był „kulturalny” („Oczywiście były tam jakieś bijatyki, jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie jednak dochowano jakiejś kultury w tym całym zdarzeniu”).

Było w tych słowach coś istotnego. Mazguła przedstawił się jako człowiek, który i z wieku i z pułkownikowskiego urzędu, a przede wszystkim z zaburzonej pamięci historycznej bardzo przypomina innych panów oficerów swojego pokolenia. Pewnie on im ufa, oni jemu.

Powiedział, że politycy PiS, w obliczu klęski wyborczej sprzed paru lat, chcieli wyciągnąć Legię Nadwiślańską z koszar. Nie udało się, bo oficerowie się nie zgodzili. Potem politycy PiS wściekle, jak to oni, zaprzeczali, żeby w ogóle próbowali. Ale chyba to Mazguła powiedział prawdę, bo dowiedział się tego od kolegów.

Wniosek narzuca się sam: jeśli nie pomoże demagogia, jeśli nie pomogą fałszerstwa historyczne, a w perspektywie fałszerstwa wyborcze, jeśli nie pomoże posługiwanie się konstytucją jak ścierką, to…
To do głosu dojdzie przemoc. Czy wystarczą naziole, kulsony, kibole, terytorialsi? Podziały między ludźmi Kaczyński bardzo starannie wypielęgnował. Obyśmy się na siebie nawzajem nie rzucili.

Bo natura ludzka jest niezmienna i dyktator nie zrezygnuje, póki nie dopnie swego. A jeśli nawet po drodze zatchnie się własną złością, jak Mahdi, to po nim przyjdą inni.

* * *

Trochę optymizmu: zmieniła się technologia stosunków międzyludzkich, czy rzeczywiście lemingi z obu stron rzucą się sobie do gardła?

Czesław Ogórek+

Print Friendly, PDF & Email
Ocena Czytelników
[Razem: 1 Średnio: 4]

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.