Ernest Skalski: Plusy dodatnie, plusy ujemne

  • Cieszy mnie, że Jarosław Kaczyński ma kota. Takiego na czterech łapach. Już go – Kaczyńskiego – raz na tych łamach chwaliłem za pomysł zaostrzenia kar za znęcanie się nad zwierzętami.

Nie śledziłem jak to przebiega od strony prawnej. Zauważam surowsze – nieco – niż dotychczas wyroki. Teraz znowu coś się tu dzieje i dobrze. Prezesowi daleko nie wszystko wychodzi tak jak zamierza, tu jednak niechby mu wyszło.

Bandzior mordujący bandziora powinien być ukarany. Tu nie ma sporu. Z dużym oporem wewnętrznym uznaję, że okrucieństwo wobec zwierząt nie ma być karane tak samo surowo. Panią Duszejko z filmu „Pokot” nie jestem, ale karane być musi. I to naprawdę dolegliwie.

  • Po zwierzętach przychodzi kolej na okrucieństwo wobec dzieci. Tu zaostrzenie kar jest odpowiedzią na oburzenie wywoływane przez coraz częstsze informacje o zbrodniach na dzieciach.

Nie sądzę by było ich coraz więcej. Kiedy dzieci rodziło się więcej, kiedy nasza cywilizacja za słuszną surowość uważała to, co dzisiaj jest okrucieństwem, to bicie było zalecanym środkiem wychowawczym i musiało być tego o wiele więcej. Tylko mniej na to zwracano uwagę. Również w przypadku malutkich dzieci, na których można się było bezpiecznie wyżywać. Swoje… co komu…

To wszystko nie zmienia faktu, że kara musi być surowa i nieuchronna. Ale…

Prawdopodobnie w przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt i dzieci poza pospolitymi złymi cechami sprawców – nie wszystkich – kryje się jakaś cecha chorobowa, deficyt psychiczny, kulturowy. Alkohol, narkotyki? To też powinno być dostrzeżone. Może w zestawie narzędzi wymiaru sprawiedliwości powinien się znaleźć skuteczny przymus podejmowania odpowiedniej kuracji. I możliwość jej przeprowadzenia.

  • Za cokolwiek byśmy się wzięli, jeśli poważnie, to rzecz się okazuje skomplikowana i trudna. Również – mieszczące się w plusach dodatnich, zajęcie się przez władzę ściągalnością alimentów. Za udowodnione – jak każda wina – umyślne uchylanie się powinna być kara. Ale nie we wszystkich przypadkach możemy mówić o umyślnej winie, a we wszystkich nadrzędnym dobrem jest dobro dzieci, czy innych osób, którym należą się alimenty.

Jeśli kara, to jaka? Pudło? Nawet połączone z pracą nie daje dobrych wyników, gdyż więźniowie na ogół nie wykonują obowiązku menadżerów w korporacjach. Tutaj środkiem powinno być zmuszenie do zarabiania i płacenia. Czy ma się to mieścić w ramach nadzoru policyjnego? Może potrzebna jest jakaś wyspecjalizowana instancja o uprawnieniach sądowych, z aparatem wykonawczym, współpracująca z wydziałami zatrudnienia? Bo przecież pracy może brakować dla ludzi, którzy nie podpadli prawu. Wolałbym aby tym problemem zajął się resort pani minister Rafalskiej niż pana ministra Ziobry.

OSOBISTE: Przyznaję, jestem libertynem, zwolennikiem daleko posuniętej swobody uczuciowej (kiedyś powiedziałbym: męsko–damskiej, ale teraz się boję) i obyczajowej. Każde z każdym, i tak dalej. Pod elementarnym warunkiem, że bez czyjejkolwiek krzywdy. A tak konkretnie, to nie jestem do końca przekonany, że najgorętsze uczucie upoważnia do niezadbania o elementarne potrzeby swoich dzieci, jeśli ktoś musi wybierać, bo go, przy dzieciach, na to nowe szczęście po prostu nie stać! Dixi!

  • Wreszcie taki plus, z którym nie łączę żadnych zastrzeżeń. Przynajmniej na tym stopniu uogólnienia, na jakim się teraz ukazuje. Bezpłatne, ciepłe obiady dla wszystkich dzieci we wszystkich szkołach. To problem o wielkiej doniosłości, nie waham się powiedzieć – cywilizacyjnej.

Nie siedemset tysięcy, ale na pewno wiele dzieci jest pozbawionych tej zdobyczy cywilizacji. Wiele z biedy, lecz w wielu przypadkach wynika to z dysfunkcyjności rodzin. Tym też wypadałoby się zająć, ale mówimy o obiadach. Są absolutnie konieczne dla zdrowego rozwoju, czego nie trzeba udowadniać. A dla wielu dzieci nawyk kulturalnego jedzenia możliwy jest do nabycia tylko w szkole i bardzo będzie ułatwiać późniejsze wychodzenie na ludzi.

Nie wiem jak się układają proporcje ilościowe między szkołami, w których obiadów nie ma i tymi gdzie one są. Tam gdzie są wygląda to różnie. Gdzie wszystkie dzieci jedzą to samo – jest dobrze. Są takie, gdzie część dzieci nie je bo rodzice nie zapłacili i takie, gdzie część dzieci je lepsze obiady, bo rodzice zapłacili czy dopłacili, a pozostałe jedzą biedniejsze. Zgroza! Już lepiej, żeby nie było żadnych.

Upokorzenie jest krzywdą, którą się znosi najciężej. Doznane w dzieciństwie paczy nieraz charaktery na całe życie. Może pozostawiać w poczuciu niższości, może rodzić potrzebę rewanżu, nieraz prowadzącą do zbrodni. Szkodzić też może wkładka mięsna, tym którzy ją spożywają jako przywilej. Jeśli jeszcze powoduje zażenowanie, wstyd, to dobrze. Gorzej gdy ugruntowuje przekonanie, że się należy, bo jest się lepszym.

Nie widziałem wstępnej kalkulacji tego pomysłu i nie widzę innego źródła poza zwiększeniem zadłużenia budżetu. Lecz może to źródło gdzieś jest. Byle nie w zobowiązaniu samorządów do wyszukania środków i w znalezienia pretekstu by je oskarżać przed przyszłorocznymi wyborami.

Być może pomysł ten jest pomyślany jako propagandowa osłona rozpierduchy w systemie edukacji. Niechby! Ale nie wydaje się możliwe zrealizowanie go w trakcie jej trwania. Może to będzie obietnica przedwyborcza w roku 2019.

OSOBISTE: Daleko mi bardzo do wszelkiej lewicowości, keynesizmu, etatyzmu. Egalitaryzmu w wielu postaciach, ale nie wszystkich. Równe, czyli jednakowe prawa dla wszystkich, choć nie wszyscy w jednakowy sposób będą mogli z nich skorzystać. To ma być. I wyrównywanie szans, szczególnie w początku życia, na ile uda się to osiągnąć. To jest zadanie dla władzy publicznej, a szkolne obiady mieszczą się w tym jak najbardziej.

Powiem więcej. W przeciwieństwie do większości PT autorów i dyskutantów w naszym Studiu Opinii, zdecydowanie dobrze oceniam cały okres naszej historii po 1989 roku, ze szczególnym uwzględnieniem – a tak! – tych ośmiu lat PO–PSL, którymi wszyscy wycierają sobie dziś gęby. (Jeszcze przedstawię dowody, chociaż nikt się nie zechce przekonać.) Sądzę, że upoważnia mnie to wskazania jednego z plusów ujemnych tego okresu. To brak takich obiadów, jakie dziś zapowiada PIS. Jakbym robił za szefa PO to bym teraz powiedział, że trzymam za słowo i że zrobimy to sami po wyborach, jeśli już teraz PiS tych obiadów nie wprowadzi.
Czekam na: Podano do stołu!

Artykuł opublikowany w Studio Opinii

Print Friendly, PDF & Email
Ocena Czytelników
[Razem: 0 Średnio: 0]

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.