Dzięcioł stuka: Nowy początek

Człowiek zwleka się z łóżka, oczęta jeszcze z lekka domknięte, miał poukładane, że lewak i kanalia, i co słyszy: że jest polityczny lump. Było miło, a tu od nowa musi sobie ogarniać rzeczywistość. I pomyśleć, że namaścił go sam wielki Szkaradek. Wykwit czasów „dzieci kwiatów”. To było życie: spało się gdzie bozia dała i z kim popadło, jarało się to i owo, o urodę się nie dbało…

Bo i po co lumpowi uroda? Kto mógł przewidzieć, że będzie się wystawiał na widok publiczny. W pierwszym rzędzie. Nuda jak noc. Szczęście, że można się odstresować. Na sejmowej mównicy, nawiązać do korzeni, na pohybel wrogom ludu (pisowskiego). Te nieudaczniki na lewo od prawych obywateli nie wiedzą nawet jak budować wspólnotę. Jak już to sobie przyswoiłem, zacząłem kombinować z ministrem wojny. Zasłużony jest po pachy. Połowę armii zdegradował, drugą połowę wcielił do Wojsk Obrony Terytorialnej, zwierzchnikiem sił zbrojnych pomiata na „dzień dobry”, a w wolnych chwilach od tego urobku, ujawnił (cytuję za „Polityką” nr 50): „zapasy wojenne kierowanych pocisków rakietowych wynoszą tylko 17 proc. stanu, armia ma mniej niż 50 proc. sprawnych opancerzonych wozów bojowych oraz, że nasze urządzenia radiolokacyjne nie są w stanie wykrywać dronów, które wlatują w naszą przestrzeń powietrzną na niskiej wysokości”. Minister skakał kiedyś na główkę do basenu. I był w tym dobry. To wiadomo. Natomiast nie jest pewne, czy w basenie była woda.

Pytanie, które nurtuje (nie tylko mnie): co takiego minister wojny ma na prezesa wszystkich prezesów, że ten go nie może ruszyć?!

Dotychczas było tak, że zwykły poseł kochał koty. A tu nagle zrobił się pieszczoch. I to namiętny, co podepcze byłą premierową, to rzuca się jej na szyję. A ona wstaje z kolan i znowu przyjmuje pieszczoty. Żeby się raz uchyliła. To by media oszalały: bunt wobec linii partii, przepustka do historii, dumna Polska, rozłam w strukturach…. I takie tam.

Czaruś M. M. nie zawiódł. Dla każdego coś miłego. Raz się tylko wychylił: że będzie respektował wyroki unijne w sprawie Puszczy Białowieskiej. Powiało grozą nad ludem pisowskim. – I co, nie klaszczecie? – zachęcał nowy premier. Prezes dał sygnał, acz nie entuzjastycznie, poklaskał i „kryzys” został zażegnany. Co to by było, gdyby Czaruś wybił się na Odnowiciela i zaproponował w expose elementy strategii: Dość gadania. Bierzemy się do przygotowania warunków wejścia do strefy euro. Kiedy jeśli nie teraz, w okresie koniunktury. Włochy produkują deficyt budżetowy jak świeże bułeczki. Macron zajmuje się wszystkim, tylko nie Francją, gospodarka nad Sekwaną nie obezwładnia. Dorobił się zaufania poniżej 30 procent. Madryt ma na głowie Katalonię. Anglia na własne życzenie zrobiła sobie kuku. Są warunki do wyjścia z opłotków i bycia graczem w Unii Europejskiej. Będzie bolało (trzeba na przykład zgodzić się na zmianę w Konstytucji, złotego na euro). Ale nie ma darmowych obiadów. Coś za coś. W końcu 70 procent Polaków stawia na UE…

Chyba przysnąłem ukojony koncertem obietnic expose. Prezes zafundował sobie premiera do intelektualnych pogaduszek, a nie na Odnowiciela. A ojciec-biznesmen czuwa. I premier zadeklarował, że będziemy chrystianizować zachodnie demokracje w ich interesie. Tacy krzyżowcy na odwrót. A w sejmie wprowadzimy szable dla straży marszałkowskiej. Mi się wydaje, że szable w Sejmie otoczonym płotami będą przeciwskuteczne. Zgadzam się, że lepiej wprowadzić proce, żeby ograniczać zapędy suwerena.

Jerzy Dzięciołowski

Ocena Czytelników
[Razem: 0 Średnio: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo