A. Szejnfeld: Czerwone policzki

Adam SZEJNFELD in plenary session Week 43 2017 in Strasbourg

– Jeśli dojdziemy do wniosku, że należy jakieś przepisy zmienić czy poprawić, konsultujemy tę koncepcję z zainteresowanymi stronami. Jeśli podzielą nasz pogląd, to przystępujemy do prac nad właściwym projektem ustawy – powiedziała mi pani minister. – Po zakończeniu pisania dokumentu poddajemy go już obowiązkowym konsultacjom z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Trwają one co najmniej kilkadziesiąt dni – kontynuowała.

Przerwałem jej wywód i zapytałem – Powiedziała pani, że projekt ustawy podlega obowiązkowym konsultacjom. Ale czy sama koncepcja omawiana jest z organizacjami pozarządowymi również obowiązkowo, czy raczej na tym etapie jeszcze nie? – zapytałem.

– Nie. Konsultacje samej koncepcji nie są w Kanadzie obowiązkowe, ale i tak je w zasadzie przeprowadzamy, bowiem po co pracować nad prawem, które nie jest potrzebne – odpowiedziała.

– Jak to niepotrzebne? – spytałem zdziwiony.

– No, jeśli ludzie będą negowali nowe przepisy, to najczęściej oznacza, że one nie są potrzebne. Prawo jest dla ludzi, a nie przeciwko nim – odrzekła.

– Mam więc kolejne pytanie – dopytywałem z coraz większym zainteresowaniem. – Sam projekt, powiedziała pani, że podlega już konsultacjom obowiązkowym. W związku z tym chcę zapytać, jaka jest kara, jakie są sankcje za niewykonanie takiego obowiązku?

– Kara? – zastanowiła się pani minister. Nie, nie ma żadnej kary – odpowiedziała.

– Jak to nie ma kary?! – zareagowałem z niedowierzaniem. – To, co się dzieję, gdy jakiś minister nie przeprowadzi obowiązkowych konsultacji?! – drążyłem temat.

– A dlaczego minister nie miałby wykonywać swoich obowiązków?… – odpowiedziała mi z tak nieukrywanym zdumieniem, że… zrezygnowałem z dalszego dociekania.

Rozbrajająca szczerość tej wypowiedzi prawie mnie powaliła. W otaczającej nas rzeczywistości można bowiem zapomnieć o tym, co jest oczywiste w cywilizowanych krajach: poważne wsłuchiwanie się w głos obywateli i uczciwe wypełnianie swoich obowiązków. Nie ma naciągania prawa, „jechania po bandzie”, nie mówiąc już o świadomym łamaniu przepisów. Co jednak najważniejsze, urzędnicy i politycy mają szacunek do obywateli, wspierają wszystkie, a nie tylko „swoje”, organizacje pozarządowe, słuchają głosu społeczeństwa obywatelskiego.

W Polsce natomiast niemalże każdego dnia jesteśmy bombardowani kolejnymi medialnymi doniesieniami o łamaniu prawa, w tym Konstytucji. O dzieleniu obywateli na swoich i nieswoich, o wypełnianiu działaczami partii rządzącej wszelkich możliwych do przejęcia stanowisk, zawłaszczaniu sfery publicznej i spychaniu na margines wszystkich, którzy nie zgadzają się z wizją polityczną władzy. Z tych powodów – pewnie już z przekonania o bezmocy wobec siły rządzących – z coraz większą obojętnością wielu patrzy na to, że władza manipuluje, oszukuje, okłamuje… Coraz bardziej nierealne wydaje się ludziom coś, co w krajach zachodniej demokraci jest normą, czyli słuchanie głosu opinii tych, co mają inne zdanie, a nie tylko klakierów własnej partii.

Nieprzyzwoite zachowanie rządzących w każdym demokratycznym społeczeństwie jest ujmą na honorze i powodem do natychmiastowej dymisji. U nas odwrotnie. To powód do własnej dumy i jednocześnie pogardy dla opozycji i społeczeństwa obywatelskiego. Panuje przekonanie, że zwycięzcy mogą wszystko!

Politycy Prawa i Sprawiedliwości prześcigają się więc w demonstracji buty, lekceważeniu, czy wręcz wyśmiewaniu i oczernianiu każdego, kto ma odmienne zdanie. Także w groźbach i oskarżeniach. Nie dość, że im absolutnie to nie przeszkadza, to można wręcz odnieść wrażenie, że każde kolejne negatywne działanie wprawa ich w jeszcze lepszy nastrój. Próżno więc u nich szukać czerwonych policzków… ze wstydu!

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego

Ocena Czytelników
[Razem: 0 Średnio: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo