Piotr Dominiak: „Lublin” atakuje

4
(4)

W 1969 roku Krzysztof Teodor Toeplitz opublikował felieton zatytułowany „Mława atakuje”.

Zaczynał się tak: „Nigdy nie byłem w Mławie. Być może, jest to kwitnące miasteczko, o czysto wysprzątanych ulicach, przyzwoitym kinie lub kilku kinach, wzorowej klubokawiarni i czytelni, zaopatrzonej w rozsądnie dobrane nowości. Być może, w Mławie znajduje się pyszna restauracja, kultywująca, obok szybkich dań barowych, także lokalne przysmaki, jest tu boisko sportowe i basen. Powtarzam – być może, wszystko to mieści się w Mławie, a jeśli jeszcze czegoś brakuje, to, być może, sprawy znajdują się tam na najlepszej drodze, pod rozsądnym kierownictwem miejscowych władz i przy spontanicznym wysiłku miejscowego aktywu społecznego. Ale Mławie stała się krzywda – i na to już nie ma sposobu. Nie wiadomo, czy w Pacanowie kiedykolwiek podkuwano kozy albo czy świt w Pińczowie ma jakieś szczególne walory krajobrazowe. Ale mówi się, że „w Pacanowie kozy kują”, a „w Pińczowie dnieje”. Mówi się także o „jeżdżeniu do Rygi”, chociaż nie wiadomo, co Ryga ma wspólnego z nagłą niedyspozycji! trawienną?
„Mława atakuje” to zwrot, z którym spotykam się teraz coraz częściej w mowie potocznej. Słyszę go wówczas, kiedy na dworcu kolejowym rozchełstany tłum faluje przy budkach z piwem, kiedy po ziemi walają się papiery, przemieszane z wszelkiego rodzaju nieczystościami, kiedy naciera bełkot i zaduch. „Mława atakuje”, gdy informatorka, siedząca w okienku informacji, patrzy na pytających rybim okiem, żuje cukierek lub kawałek kiełbasy i nie zwraca uwagi na to, co się do niej mówi. „Mława atakuje”, gdy stado kupujących rzuca się nagle na stoisko z jakimiś towarami, przepycha się, tłoczy, kłóci, tratuje, niszczy.
Przykro mi za mieszkańców Mławy, której, powtarzam, nie widziałem na oczy, ale w nazwie ich miasta lud upodobał sobie, nie wiedzieć czemu, synonim nieuniknionego, ale najbardziej chyba niebezpiecznego, procesu społecznego naszych czasów, którym jest gwałtowne wychluśnięcie na teren życia wielkich miast żywiołu małomiasteczkowego i podmiejskiego i jego niszczycielski pochód poprzez kiełkujące zalążki nowoczesnej cywilizacji”.

Cytat długi, ale przytaczam go, bo w zupełnie innych warunkach historycznych i w zupełnie innym kontekście niektóre miejscowości i miasta stają się, bez swojej winy, symbolami rzeczy mało chwalebnych. Dopiero co pisałem o Pcimiu, z którego jeden facet uczynił pośmiewisko. Teraz inny rysuje obraz Lublina jako ciemnogrodu, zaścianka, siedliska miernot naukowych i intelektualnych. A przecież to miasto uniwersyteckie, pełne studentów, świetnych naukowców, wspaniałych artystów i nauczycieli.

Ale Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, postanowił je totalnie skompromitować. Ta jego, marginalna przecież, część Lublina „zaatakowała” resort odpowiedzialny za przyszłe pokolenia (edukacja) i przyszłość gospodarki (badania).

„Mława” z felietonu Toeplitza była efektem gwałtownej urbanizacji i industrializacji. Wielkiej migracji ze wsi i mniejszych miast do metropolii. Była efektem postępu cywilizacyjnego. „Lublin” Czarnka jest efektem swoistej „kontrreformacji”. Próbą powrotu do „swojskości” odpornej na to, co dzieje się w świecie. Ten świat nie musi się nam w całości podobać. Czy jednak chcemy go przerobić na modłę czarnkowego „Lublina”?

Piotr Dominiak

*Cotygodniowe komentarze „Rejsy po gospodarce” prof. dr. hab. Piotra Dominiaka, założyciela i pierwszego dziekana Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej ukazywały się na łamach prasy gdańskiej od początku lat 90. Obecnie prof. Dominiak publikuje je na swoim profilu na FB

Zdjęcie ilustrujące: Przeysław Czarnek w Sejmie, 17 lutego 2021

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4 / 5. Vote count: 4

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments