J. Barcik: Czy grozi nam Gleichschaltung?

Ostatnio w wolnym czasie przypomniałem sobie „Fabrykę Oficerów” Hansa Hellmuta Kirsta. Polecam tak książkę, jak i nakręcony na jej podstawie, czteroodcinkowy serial telewizyjny z przekonywującą rolą Manfreda Zapatki jako Oberleutnanta Krafta. Z tej okazji nasunęły mi się m.in. dwie refleksje, które niepokojąco i ostrzegawczo mogą stać się aktualne także w Polsce Anno Domini 2017. Są to:

1) opisany przez Kirsta proces Gleichschaltung (ujednolicania, zrównania), czyli narzuconej przez władze likwidacji społecznego pluralizmu (vide np. polska kultura; programy nauczania w szkołach, przekaz telewizji publicznej, próba kontroli nad sądami, organizacjami pozarządowymi, mediami itd.). Ma to także wymiar personalny, gdy ludzi merytorycznie kompetentnych zastępują na stanowiskach karierowicze deklarujący wierność obowiązującej linii ideologicznej (vide spółki skarbu państwa). Nawet władze demokratyczne mają ciągoty do takiego zawłaszczania strefy publicznej, ale w systemie demokratycznym istnieją skuteczne instrumenty instytucjonalne (niezależne sądy) i społeczne (wolne media, trzeci i czwarty sektor). W systemie autorytarnym, a już zwłaszcza totalitarnym granice te są coraz cieńsze i przesuwne, aż wreszcie przestają obowiązywać. W którym kierunku zmierzamy?

2) wpływ wychowania na późniejsze postawy ludzkie. Z życiorysów bohaterów książki przebija wyraźne oskarżenie, że ich późniejszym wyborom życiowym winne było w znacznej, choć oczywiście nie decydującej roli, wychowanie rodzinne i szkolne. Bezduszne pruskie wychowanie, pozbawione czułości i wrażliwości, zrodziło warstwę pozbawionych empatii emocjonalnych kalek, zaś prymitywnie wtłaczany im do głów wąski nacjonalizm pozbawił samodzielności myślowej i ciekawości świata. Żaden Niemiec nie urodził się nazistą, to środowisko rodzinne i szkoła poprzez przyjmowaną ideologię państwową przygotowywały ich do tego przez kilka pokoleń. Wychowanie jest długim procesem, którego skutki społeczne (pozytywne bądź nie) są widoczne dopiero z perspektywy dekad.

Pomyślmy o tym, gdy odcinamy naszą młodzież w szkołach od wychowania obywatelskiego; gdy wulgaryzujemy historię do wkuwania dat rzekomych triumfów najlepszego narodu pod słońcem; gdy bezrefleksyjnie szerzymy kult tzw. żołnierzy wyklętych nie ucząc przy tym złożoności czasów i pomijając zbrodnie, których dopuścili się niektórzy z opiewanych bohaterów; gdy wykreślając Gombrowicza i Wyspiańskiego wracamy do Mickiewicza i Sienkiewicza, ucząc o Chrystusie Narodów, ofierze dziejów, pomijając choćby fakt istnienia gett ławkowych i dyskryminacji Żydów w II RP, kolonizacji Kresów Wschodnich i Akcji Wisła w 1947 r. Świat nie jest czarno – biały, bohatersko – nikczemny, zero – jedynkowy i tych młodych ludzi trzeba uczyć samodzielności myślenia, rozumienia skomplikowanych uwarunkowań, zdolności do zawierania kompromisów i otwartości na innych ludzi. W innym przypadku bowiem nawet Ci z nich formalnie wykształceni będą coraz częściej zasilać wrzeszczące watahy w czarno – brunatnych mundurkach.

Nie chcę absolutnie przez to powiedzieć, że Polska AD 2017 jest państwem autorytarnym, ani też porównywać jej do III Rzeszy. Byłoby to nadużycie intelektualne i faktyczne. Zwracam tylko uwagę na pewne ponadczasowe mechanizmy, lekko tylko modyfikowane przez nowoczesne technologie. Internet i płynące z niego zróżnicowanie przekazu informacyjnego nie jest ochroną w żadnej mierze. W istocie dostarcza większości jedynie uproszczonej papki informacyjnej, promując wysyp postaw irracjonalnych, antynaukowych, dając pole trollom i hejterom. Jest narzędziem komunikacji społecznej jak każde inne i sam w sobie nie chroni przed ujednolicaniem myślenia.

Myśląc o tym, przypomina mi się refleksja prof. Marcina Matczaka, który opisywał, że po obejrzeniu „Roku 1984” wg. Orwella w pamięć zapadło mu zdanie powtarzane przez głównego bohatera, by nie dać się zwariować: „there is truth and there is untruth”. Sugerował jednocześnie, by tego trzymać się w czasach zacierania granic: jest prawda i jest nieprawda. Jest jednak także coś jeszcze: przyzwyczajenie. Nie przyzwyczajajmy się do obecnej sytuacji, nie gódźmy się na nią, bo uśpimy nasze sumienia i przeoczymy narastanie społecznego raka. Jak pisał Georg Christoph Lichtenberg „Przyzwyczajenie powoduje, że bezprawie uważa się za prawo, a fałsz za prawdę”.

*Jacek Barcik, dr hab., adiunkt w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (Wydział Prawa i Administracji, Katedra Prawa Międzynarodowego Publicznego i Prawa Europejskiego), adwokat

Ocena Czytelników
[Razem: 0 Średnio: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo