A. Mączyński: Przyszedł sędzia do doktora. Czy sędziowie są zarozumiali?

„Wreszcie przyszedł jakiś normalny sędzia” – odparła Pani okulistka. „Czy to dobrze, czy źle?” – zapytałem. „Dobrze” – odpowiedziała okulistka, która zaraz dodała: „Miałam na myśli to, że sędziowie, którzy wchodzą do gabinetu są jacyś tacy napuszeni, wywyższający się, podejrzliwi, no i smutni” – wyjaśniła.

Wprowadzenie

Choć ten dialog faktycznie się odbył, to muszę od razu zaapelować o łagodne potraktowanie tego tekstu. Nie mam podstaw do tego, aby oceniać mentalność, czy zachowania sędziów, jako grupy zawodowej. Nie będę ani generalizował, ani wyciągał z tej rozmowy jakichkolwiek wniosków. Jednak nie da się ukryć, że powyższa rozmowa bardzo mnie zdziwiła, zaintrygowała.

A może faktycznie jest tak, że sędziowie są niemili, oschli, stonowani, napuszeni podczas styczności z podsądnymi? Czy można to jakoś uzasadnić? Zapewne warto o tym nieco podyskutować i przedstawić problem z różnego punktu widzenia. Co ciekawe, tekst powstał chyba ze dwa lata temu. Jak się później okazało, jednym z argumentów, który – w ocenie Ministerstwa Sprawiedliwości – przemawia za reformą sądownictwa ma być arogancja sędziów. Może zatem coś w tym dialogu jest?

Sędzia na rozprawie

Sędzia na rozprawie, to osoba wyjątkowa, i to bez względu na to, czy to akceptujemy czy też nie. Reprezentuje wymiar sprawiedliwości i jednocześnie samo państwo. Najdobitniej wyraża się to w momencie ogłaszania wyroku, który jest wydawany w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.

W trakcie rozprawy sędzia jest w todze i ma na szyi łańcuch z orłem w koronie. Na sali rozpraw mogą być obecne strony procesu, oskarżony, pełnomocnicy, obrońca i prokurator. Sama sala rozpraw ma wystrój wymuszony przepisami prawa.

Sędzia musi panować nad emocjami stron procesu, których interesy zasadniczo są sprzeczne i które dążą do osiągnięcia obranego przez siebie celu, który wcale nie musi odpowiadać przepisom prawa. Niekiedy istnieje też konieczność zapanowania nad grubiańskim zachowaniem świadka, czy też skandalicznym zachowaniem publiczności obecnej na sali rozpraw. Do tego dochodzi stres, przemęczenie, a czasem coś tak prozaicznego, jak upał na sali rozpraw.

W takich warunkach sędzia musi zachować powagę odpowiadającą miejscu, w którym się znajduje, osobom uczestniczącym w rozprawie. To niestety wymusza określoną postawę sędziego.

Sędzia na posiedzeniu niejawnym i korytarzu sądowym

W tym wypadku jest trochę inaczej. Brak togi i łańcucha oraz nieobecność stron procesu, pełnomocników pozwala na nieco swobody. Sędzia zazwyczaj przebywa w pokoju sędziowskim, gdzie zwykle ma komfort i spokój.

Nie zmienia to faktu, że jest w sądzie, przemieszcza się po korytarzach sądowych i może spotkać wielu podsądnych, świadków, prokuratorów, czy też pełnomocników. Co więcej, zdarza się, że jego zachowanie jest przedmiotem zainteresowania tych osób, bo np. kojarzą sędziego ze sprawy, którą aktualnie prowadzi.

Oznacza to znowu konieczność przyjęcia określonej postawy. Przykładowo nie jest wskazanym spoufalanie się z osobami znajdującymi się w sądzie, w tym ze znajomymi adwokatami, prokuratorami, czy radcami prawnymi. Niestety, ale dłuższa rozmowa z adwokatem może być źle odebrana, zwłaszcza gdy się okaże, że obserwował tę rozmowę np. pozwany z innej sprawy prowadzonej przez sędziego, w której na dodatek adwokat-dyskutant jest pełnomocnikiem strony przeciwnej tegoż pozwanego. Obawiając się takiej sytuacji, sędziowie bardzo często na korytarzu sądowym ograniczają się – również widząc swoich znajomych – do bezpiecznego „dzień dobry”. Co gorsza, znajomi nie zawsze to rozumieją i nazywają takiego sędziego np. „burakiem”.

Zdarzyło mi się i tak, że jeden z zawodowych pełnomocników, który występował w prowadzonej przeze mnie sprawie krzyknął do mnie i gorąco się przywitał tymi słowy: „cześć, co słychać”. Było to w obecności stron procesu. Proszę sobie wyobrazić, jaka mogła być ich reakcja. Jak to zostanie odebrane?

Sędzia w pracy, ale poza sądem

Sytuacja zwyczajna. Ponownie brak togi i łańcucha oraz nieobecność stron procesu i pełnomocników pozwala oderwać się od całej tej sztywnej otoczki. Więcej swobody. Można popracować np. w zaciszu domowym. Nie zawsze jednak praca idzie, jako po maśle.

Zależny to w dużej mierze od natłoku obowiązków domowych. Ponadto, robota idzie, jakby wolniej, gdy najmłodszy członek rodziny zaczyna np. rysować okręty, statki, czy różnego rodzaju roboty, wciągając do dyskusji. „Problem” polega na tym, że to akurat jest bardzo przyjemne, choć czasami skutecznie odrywa od pracy. Poza tym, to jest – przynajmniej teoretycznie – Jego czas.

Sędzia poza pracą w czasie wolnym

Zasadniczo jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Okazuje się jednak, że „zasadniczo” robi dużą różnicę.

Sędzia musi zachowywać się przyzwoicie w każdej sytuacji. Musi przestrzegać kodeksu etyki. Większość reaguje wtedy gdy sędzia nie przestrzega zasad ruchu drogowego, podczas gdy rzeczywistość jest bardziej złożona. Dla przykładu podam, że sędzia ma również obowiązek należycie wywiązywać się ze swoich zobowiązań finansowych. Więcej, jeśli jest stroną w jakiejś sprawie sądowej, to musi to zgłosić swojemu przełożonemu i to pod groźbą postępowania dyscyplinarnego. Nie można też być tzw. osobą awanturującą się np. w restauracji, czy na parkingu sieci handlowej. „Nawet” w czasie składania uzasadnionej reklamacji.

Zdarza się, że wszystko jest w porządku, jeśli nikt nie wie, iż dana osoba jest sędzią. W przeciwnym razie następuje coś w rodzaju samokontroli. Zwykła, spokojna rozmowa na tematy społeczne może przerodzić się w zażartą dyskusję, jeśli rozmówca się dowie, że jego interlokutor jest sędzią. Tak na marginesie, lepiej nie podejmować rozmów o sądownictwie, zwłaszcza w czasie świąt, jeśli rozmówca wie, że ma „przyjemność” z sędzią.

Teoria i praktyka

Paradoksalnie niemal w każdym przypadku trzeba być sędzią. Może być też i tak, że sędziemu po prostu trudno jest zrezygnować z postawy, którą przenika na co dzień w trakcie prowadzonych spraw. Dlaczego tak jest? Ano choćby z uwagi na tę słynną „nieskazitelność charakteru”. Sędzia również poza pracą musi być wręcz idealny.

Z drugiej jednak strony sędzia nie może wykorzystywać swojej (w mojej ocenie rzekomej pozycji społecznej) poza pracą. Oczywiście, trzeba podkreślić, że nikt nie zabronił sędziemu być uprzejmym i kulturalnym. To powinno cechować każdego człowieka. Nie ma znaczenia czy jest się sędzią, czy też nie. Wszystko zależny od konkretnej jednostki. Nie można jednak bagatelizować faktu, że na sali sądowej zdarzają się często naprawdę wyjątkowe, trudne do opanowania sytuacje.

A może jednak jest coś takiego, jak „syndrom sędziego”, czyli postawa przejawiająca się w tym, że trudno jest oderwać się od tej postawy, która charakteryzuje sędziego na sali rozpraw.

Odbiór społeczny

Za całą pewnością wszelkiego rodzaju naruszenia zasad etyki przez sędziów, czy wręcz łamanie prawa wpływają na negatywny wizerunek sędziego, jako takiego. Złe doświadczenia poszczególnych osób, zwłaszcza „niesprawiedliwe” ich potraktowanie w sądzie wpływają na negatywny wizerunek sędziów. Jeśli oceniający natknął się na nieżyczliwego, niemiłego, niekulturalnego człowieka, który akurat jest sędzią, to – czy tego chcemy czy nie – może mieć wyrobione zdanie o całej grupie zawodowej.

Myślę jednak, że problem może tkwić też gdzieś indziej. Problemem jest wyobrażenie innych o sędziach. Jeśli dana osoba ma negatywne wyobrażenie, to kontakt z danym sędzią spowoduje u niej, że będzie wyłapywać wyłącznie negatywne cechy danej osoby i wręcz uzna, że są to cechy charakterystyczne dla całej grupy sędziów. Spuentują to np. w ten sposób: „jest dlatego taki niemiły, bo to przecież Pansędzia” (pisownia łączna zamierzona).

Proszę mi wybaczyć, ale mam wrażenie, że zły odbiór społeczny może też być wynikiem kompleksów osób oceniających. Osoby niedowartościowane, zaraz skierują swoją złość wobec tego „wywyższającego się” sędziego.

W gabinecie lekarskim

Wypada mi jeszcze dokończyć historię z Panią okulistką. Jak się później okazało tego samego dnia u Pani lekarz był też inny sędzia, o którym okulistka powiedziała dokładnie to samo, co mi parę minut wcześniej.

Pani doktor zadała pytanie: „Czy Pan i ten sędzia, który był tutaj wcześniej, jesteście kolegami?” „Tak” – odpowiedział kolejny pacjent. „Miałam rację, skoro obaj byliście tacy normalni” – stwierdziła uśmiechnięta Pani doktor.

Gdy kolega mi to powiedział, najpierw wybuchnęliśmy śmiechem. Czyżby tylko my bylibyśmy wyjątkami potwierdzającymi regułę? A czy nie jest tak, że wszystko zależy od nastawienia do danego człowieka. Czy z sędziami jest, aż tak źle, czy to tylko uprzedzenie Pani lekarz? A może faktycznie coś w tym jest, że istnieje odrębna kategoria człowieka, którego można określić mianem: „Pansędzia”.

P.S. To chyba nie jest dobry moment, aby publikować ten post. Chciałem jednak, aby spojrzeć na sędziów całościowo. Ja sam w pewnych sytuacjach po prostu muszę przyjąć określoną postawę. Poza tym, zdaję sobie sprawę, że jestem osobą, na którą inaczej się patrzy, która podlega ocenie. Ale ciekawi mnie odpowiedź na jedno pytanie. Czy społeczeństwo zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele wewnętrznie sprzecznych postaw wymaga od sędziów? Czyż nie jest tak, iż oczekuje się, aby sędziowie byli stanowczy i uprzejmi, surowi i grzeczni, uśmiechnięci i poważni, otwarci i zarazem odizolowani od innych itd.

Artur Mączyński

pozywam.pl

Ocena Czytelników
[Razem: 5 Średnio: 4.6]

One Reply to “A. Mączyński: Przyszedł sędzia do doktora. Czy sędziowie są zarozumiali?”

  1. Jako komentarz polecam niedawny wywiad z Hartmennem dla wp.pl – łatwo znaleźć. Otóż zgadzam się z jego tezą, że w polskim społeczeństwie elitom jest niezwykle trudno, gdyż nieustannie posądzani są o „wywyższanie się”.
    Ludzie nie rozumieją też, że nie każdy musi być cool, a już na pewno sędzia siłą rzeczy musi zachować dystans wobec każdej obcej osoby.
    Pozdrawiam




    1



    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wp-puzzle.com logo