Ewa Łętowska: Co chciałam powiedzieć publicznie, ale mi się nie udało (II)

5
(1)

Bywam proszona (przez różnych rozmówców) o publiczne wypowiedzi w różnych sprawach, w różnych mediach. Nie ma problemu, gdy rozmówca słucha tego, co chcę powiedzieć i nie usiłuje mnie skłonić do powiedzenia tego, co sam chce usłyszeć. Gorzej, gdy nie słucha, bo mu się wydaje, że zmierzam w złą stronę. Ostatnio tak mi się zdarzyło. Dlatego w trzech kolejnych Notatkach napiszę to, czego nie udało mi się powiedzieć w rozmowie z dziennikarzami.

  1. W przełomowym wyroku w sprawie sędziów portugalskich (z 27.  2. 2018, C-64/16) TSUE po raz pierwszy powiązał obowiązki traktatowe (art. 19 TUE) i podmiotowe prawo do sądu (art. 47 KPP) z gwarancjami niezależności sądów. Od tego czasu nie ma już wątpliwości, że krajowe regulacje dotyczące wymiaru sprawiedliwości – jeżeli nie odpowiadają standardom owego gwarancyjnego reżimu mogą podlegać ocenie TSUE.  Po tym wyroku, serii kilkunastu spraw akurat z Polski przypadła rola katalizatora procesu, trwającego dłuższy czas [M. Taborowski, Mechanizmy ochrony praworządności państw członkowskich w prawie Unii Europejskiej. Studium przebudzenia systemu ponadnarodowego, Warszawa 2019]. Używając żartobliwej metafory: TSUE odpowiedzialny za bezpieczeństwo na drogach europejskiego wymiaru sprawiedliwości krok po kroku dookreśla kryteria bezpieczeństwa konstrukcji samochodu, jego nieszkodliwości dla unijnego środowiska i wymogi kwalifikacyjne kierowców. Kolejne wyroki TSUE, nawet te, w których uchyla się od udzielenia odpowiedzi na pytania prejudycjalne (jak miało to miejsce w polskich pytaniach  prejudycjalnych rozstrzygniętych przez Wielką Izbę 16. 3. 2020 r. w sprawach połączonych C-558/18 i C 563/18 ) rozwijają tę linię. Tym sposobem tworzy się dodatkowy kanał bezpośrednich więzi bezpośrednich – TSUE- sądy krajowe. [Por. Skutki wyroków Trybunału Sprawiedliwości i Sądu Najwyższego dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa (debata w redakcji „Europejskiego Przeglądu Sądowego” w dniu 17.12.2019 r.) EPS nr 1/2020]. Osłabienie pozycji centralnych politycznych  organów  krajowych, będące konsekwencją tej linii orzeczniczej, napotyka na jednak na opór. Tam zwłaszcza, gdzie – jak w Polsce – władze polityczne demonstrują eurosceptycyzm i nieufność wobec organów, organizmów i organizacji niezależnych od scentralizowanych władz politycznych.
  1. Zainteresowanie sprawami z Polski nie jest wynikiem subiektywnych niechęci czy animozji. Z punktu widzenia TSUE casus Polski byłby raczej normalną reakcją organu, w którego kompetencjach leży prawnie efektywne przeciwdziałanie erozji „zasad  ruchu na szosach UE, wymogów bezpieczeństwa pojazdów i kwalifikacji kierowców”. Sprawy z Polski są bowiem egzemplifikacją ogólniejszego procesu i zarazem katalizatorem ewolucji doszukującej się w samym art. 19 ust. 1 TUE gwarancji dla sądów krajowych jako uczestników ustawicznego, „kolektywnego procesu edukacji państw uczestniczących w integracji europejskiej” (KLenaerts, Die Werte der Europäischen Union in der Rechtsprechung des Gerichtshofs der Europäischen Union: eine Annäherung, „Europäische Grundrechte Zeitschrift“ 21/2017, s. 640).
  2. Niedawny wyrok Wielkiej Izby TSUE z 16.3. 2020 r. sprawach połączonych C-558/18 i C 563/18, pochodzące z Polski pytania prejudycjalne  zakwalifikował jako niedopuszczalne: odpowiedź nie była bowiem niezbędna do rozstrzygnięcia spraw, na tle  których je zadano. Jednak TSUE i tu zapowiedział frontalne zajęcie się odpowiedzialnością dyscyplinarną sędziów i stwierdził zarazem (pkt 56, 59 wyroku), że brak jest podstaw do  oceny (tak wiceminister Sprawiedliwości M. Warchoł, TW 26.3. 2020 r.) o „Kompromitacji prawniczej sędziów kierujących te pytania i dowódu, że kierowali się wyłącznie motywami politycznymi”. Wyraźnie też stwierdzono, że nie wolno sędziów zadających pytania TSUE w jakikolwiek sposób za to represjonować. A przecież dwójka sędziów zadających pytania była z tego powodu szykanowana, już po wystąpieniu z tymi pytaniami, co TSUE zresztą odnotował (pkt 20, 21, 54). Samo samo wszczęcie postępowanie – niezależnie od jego finału – zostało zakwalifikowane jako forma nękania. Zmiany w postępowaniu dyscyplinarnym wprowadzone w polskim ustawodawstwie już po zadaniu pytań prejudycjalnych były spektakularne. Ustawaz dnia 20 grudnia 2019 r. (tzw. “kagańcowa” Dz. U. poz. 190) wprowadziła szczególny delikt: „działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego skuteczność powołania sędziego, lub umocowanie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 107 § 1 znowelizowanego prawa o sądach powszechnych, art. 82 znowelizowanej ustawy o Sądzie Najwyższym, art. 23 a § 2 znowelizowanego prawa o ustroju sądów wojskowych). Stąd stwierdzenie (w wyroku z 16.3. 2020 r.), że prawo wewnętrzne nie może doprowadzić do sytuacji, że sędzia z obawy przed sankcjami nie będzie korzystał z całego wachlarza  środków, którymi potencjalnie dysponuje. 
  3. Sędzia nie ma prawa się bać, zwłaszcza tego, że wchodzi w dialog z TSUE. Obecnie polscy sędziowie zostali wprowadzeni w sytuację konfliktu między tym co wynika z prawa europejskiego, a mianowicie wyjaśniania wątpliwości dotyczących także ich własnego statusu i ograniczeń jako sędziów europejskich, na drodze pytań prejudycjalnych (tak wyraźnie Wyrok Wielkiej Izby z 16.3. 2020 r. – pkt 56, 57) i nowym, krajowym deliktem dyscyplinarnym, o nieco kamuflującej etykiecie: „działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego, skuteczność́ powołania sędziego, lub umocowanie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej”. Problem w tym, że w Polsce tę uogólnioną formułę odnosi się (politycy, Kancelaria Prezydenta – por. A. Dynowska, To jest ustawa usprawniająca, Rzeczpospolita z 21.1.2020r.) nie tylko do ewentualnego badania przez sądy aktów indywidualnego powoływania sędziów (czego sądy nigdy nie robiły i do czego nie aspirują), ale i badania prawidłowości obsady konkretnych składów sądzących, co „od zawsze” stanowi obowiązek procesowy sądu. Rozróżnienie tych dwóch kwestii wyznacza linię demarkacyjną sporu między poglądem TSUE oraz ujęciem Uchwały SN składuTrzech Izb (z 23.1.2020 r., sygn. akt BSA I-4110-1/20), stanowiącą implementację wyroku TSUE z 19.11. 2019 r. i Kancelarią Prezydenta RP.
  4. W dniu 26. 3. 2020 r. TSUE rozpatrzył także inną sprawę (przegapioną przez polskie media). W sprawach połączonych Eric Simpson przeciwko Radzie UE, HG przeciwko Komisji Europejskiej C‑542/18 RX-II i C‑543/18 RX-II. Tu expressis verbis zaakcentowano dopuszczalność i potrzebę badania przez sądy prawidłowości obsady konkretnych składów sądzących. TSUE powiedział wyraźnie, że sprawy obsady sądu są elementem gwarancji efektywnej ochrony praw jednostki w krajach członkowskich. To oznacza, że może się tymi kwestiami zajmować. Warto przytoczyć: „gwarancje dostępu do niezawisłego i bezstronnego sądu … a w szczególności gwarancje określające pojęcie, jak również skład tego sądu, stanowią podstawę prawa do rzetelnego procesu sądowego. Prawo to oznacza, że każdy sąd jest zobowiązany zbadać, czy ze względu na swój skład stanowi on taki właśnie sąd, jeżeli pojawia się w tym względzie poważna wątpliwość. Badanie to jest nieodzowne w kontekście zaufania, które sądy społeczeństwa demokratycznego muszą wzbudzać u jednostki. W tym sensie taka kontrola stanowi istotny wymóg formalny, którego należy bezwzględnie dochować i którego spełnienie należy sprawdzić z urzędu”.
  5. Z tego wynika, że rację miała Uchwała Trzech Izb SN z 23. 1. 2020 r., sygn. akt BSA I-4110-1/20, stwierdzając, że sądy mają prawo (i obowiązek) badać, czy ich skład orzekający składa się z sędziów odpowiadających unijnym  kryteriom niezawisłości i niezależności. Uchwała będąca konsekwencją i wykonaniem wyroku TSUE  w sprawach połączonych   C-585/18, C-624/18, C-625/18, spotkała się z gwałtowną krytyką ze strony polityków. Tymczasem widać, że kolejne wyroki TSUE, i to bynajmniej nie w sprawie przeciw Polsce, tylko przeciw organom unijnym (bo w tym wypadku przeciw Radzie UE i przeciw Komisji Europejskiej), konsekwentnie trzymają się tezy, że sąd sam, z urzędu ma badać prawidłowość własnej obsady. Zatem miał rację SN orzekając w składzie Trzech Izb, a nie mają racji krytykujący go politycy.
  1. Regres dialogu. Rozwój wydarzeń przyspieszył. A czas i okoliczności z wielu powodów nie sprzyjają wspomnianemu już „kolektywnemu procesowi edukacji państw uczestniczących w integracji europejskiej” (K.Lenaerts). TSUE oczywiście nadal pracuje. Kierunek orzecznictwa jest raczej możliwy do przewidzenia. Najnowsze  (8.4.2020 r.) zabezpieczenie w sprawie C-791/19 R (sprawa z wniosku KE przeciw Polsce o naruszenie obowiązków traktatowych, art. 258 TfUE) zobowiązuje do wstrzymania aktywności orzeczniczej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Jest to logiczne następstwo Wyroku TSUE z 19.11.2019 r., wyroków SN z 5.12.2019 r. sygn. III PO 7/18  oraz Uchwały Trzech Izb z 23.1.2010 r.

Jednakże pracuje również Trybunał Konstytucyjny, który w orzeczeniu Kpt 1/20 z 29 stycznia 2020 r. (rzekome spory kompetencyjne w które miałby być uwikłany Sad Najwyższy, Sejm i Prezydent) postanowił w kwestiach sądownictwa:

„wstrzymać wykonywanie przez Sąd Najwyższy kompetencji do wydawania uchwał, jeżeli miałyby dotyczyć zgodności z prawem krajowym, międzynarodowym oraz orzecznictwem sądów międzynarodowych”.

Oznacza to zanegowanie dopuszczalności dotychczasowych form dialogu SN – TSUE.

Pracuje także SN. Jego Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która po wydaniu Uchwały Składu Trzech Izb z 23 stycznia 2020 r. wstrzymała się od orzekania, powracając – w dniu 6 kwietnia 2020 r. dokonała aktu autolegitymizacji (sygn. I NW 14/20):

Bezpieczeństwo prawne niniejszego rozstrzygnięcia wynika z obowiązującego od dnia 14 lutego 2020 r. art. 29 § 3 ustawy o Sądzie Najwyższym. Zgodnie z tym przepisem niedopuszczalne jest ustalanie lub ocena przez Sąd Najwyższy lub inny organ władzy zgodności z prawem powołania sędziego lub wynikającego z tego powołania uprawnienia do wykonywania zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości. Taki sam skutek wynika także z postanowienia Trybunału Konstytucyjnego z dnia 29 stycznia 2020 r. (Kpt 1/20), na mocy którego wstrzymano stosowanie uchwały połączonych Izb Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110- 1/20). Oznacza to niedopuszczalność interpretacji przepisów zgodnie z wykładnią przyjętą w powołanej uchwale.”

Ta sama Izba, w odpowiedzi na zabezpieczenie TSUE w sprawie C-791/19 natychmiast skierowała do Trybunału Konstytucyjnego pytanie ( sygn. I DO 16/20): czy wynikający z art. 4 ust. 3 zdanie 2 TUE lojalnego wykonywania obowiązków traktatowych, obejmując środki tymczasowe orzeczone przez TSUE (w odniesieniu – verbatim – do kształtu ustroju i funkcjonowania konstytucyjnych organów władzy sądowniczej tego państwa) –  jest zgodny z art. 2, art. 7, art. 8 ust. 1 i art. 90 ust. 1 w zw. z art. 4 ust. 1 Konstytucji RP.

Wraz zadaniem tego pytania uległo redukcji pole orzeczniczego manewru. Już nie chodzi o zanegowanie dotychczasowych form dialogu, lecz o sięgnięcie do konsekwencji, jakie wydawały się ongiś odległą i mało realną, ostrożnościową perspektywą – jego zakończenia.

W 2005 r. w wyroku pełnego składu TK z 16.11. 2011 r., (sygn. SK 45/09, OTK-A 2011/9/97), powtórzono stanowisko innego  pełnego składu TK z 11.5. 2005 r., sygn. K 18/04 (OTK-A 2005/5/49), gdy TK badał zgodność akcesji do UE z Konstytucją.  Sformułowano przy tym ostrzeżenie:

“Niewątpliwie orzeczenie o niezgodności prawa unijnego z Konstytucją powinno mieć zatem charakter ultima ratio i wystąpić jedynie wówczas, kiedy zawiodłyby wszystkie inne sposoby rozstrzygnięcia konfliktu z normami należącymi do unijnego porządku prawnego. Trybunał Konstytucyjny w wyroku w sprawie Traktatu akcesyjnego (sygn. K 18/04) wskazał, że w sytuacjach tego rodzaju istnieją trzy możliwości reakcji Polski na wystąpienie niezgodności między Konstytucją a prawem unijnym:

a/ dokonanie zmian w Konstytucji,
b/ podjęcie działań zmierzających do wprowadzenia zmian w przepisach unijnych albo
c/ podjęcie decyzji o wystąpieniu z Unii Europejskiej.
Decyzję taką winien podjąć suweren, którym jest Naród polski, lub organ władzy państwowej, który w zgodzie z Konstytucją może reprezentować Naród”.

Jeżeli się zważy, że chodzi o konsekwencje orzeczenia środków tymczasowych i że dopiero czeka nas ostateczne rozstrzygnięcie merytoryczne sprawy C-791/19 R, musimy stwierdzić, że czas płynie nad wyraz szybko.

Ewa Łętowska

konstytucyjny.pl

[Od Redakcji Monitora: pierwszy odcinek „Co chciałam powiedzieć publicznie, ale mi się nie udało” opublikowaliśmy 10 kwietnia]

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 1

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments