Anna Wolff-Powęska: Profesor w czasach zarazy. Jest coś gorszego od duszy zdeprawowanej – to dusza przystosowana

4.6
(112)

Cesare Ripa, włoski badacz alegorii, żyjący w XVI w. przedstawił wyobrażenie nauki jako kobiety w dojrzałym wieku, co symbolizuje, iż uczymy się kosztem znacznego nakładu czasu. Fioletowy kolor jej szat ilustruje powagę, otwarta w dłoniach księga oznacza szczodrość wiedzy, zaś trzymane przez nią berło zwieńczone słońcem to symbol „władztwa nauki nad okropnościami nocy niewiedzy”. Nie ma od najdawniejszych czasów dziedziny życia, która by mogła przetrwać bez przekazu wiedzy. Potrzeba czerpania wiedzy od nauczyciela, mistrza, profesora, korzystania z autorytetu nauki, stanowiła przez wieki trwały element kondycji ludzkiej.

Wiceminister Janusz Kowalski swoim stwierdzeniem, komentującym uchwałę Sądu Najwyższego na temat nowej KRS: „Ja mam w nosie tych 60 profesorów, bo ja jestem za Polakami. To nie są dla mnie autorytety”, zakwestionował nie tylko autorytet elity prawniczej, wysiłek swoich nauczycieli akademickich Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego, dzięki którym znalazł się w obecnym miejscu swej zawodowej kariery, ale również etos uniwersytetu. Pokazał również, że reprezentuje tę część klasy politycznej, której brakuje klasy. A człowiek z klasą to przeciwieństwo arogancji, to nade wszystko osoba uznająca godność innych, w przypadku osób sprawujących kierownicze stanowiska, odnosząca się z szacunkiem do podwładnych.

Janusz Kowalski nie jest bynajmniej wyjątkiem. Ludzie obozu władzy komunikują się z suwerenem przy pomocy języka zbrukanego, zdyskredytowanego przez oba totalitaryzmy: nazistowski i stalinowski. Mistrzem w posługiwaniu się mową autokratów jest prezydent RP Andrzej Duda, który wyraził niedawno w Katowicach nadzieję, iż uda się „wyeliminować” sędziów niepokornych i „oczyścić do końca nasz polski dom, tak żeby był czysty, porządny i piękny i dalej wzrastał nam zdrowo”.

W swej obsesji dekomunizacyjnej przywódcy rządzącej partii zaniechali dekomunizacji języka. Pojęcia „wyeliminowanie” i „oczyszczenie” budzą najgorsze skojarzenia. Należały bowiem do dyskryminującego kanonu słownictwa propagandy nazistowskiej, antysemickiej, a dzisiaj należą do repertuaru skrajnej prawicy w Polsce i w całej Europie. Viktor Klemperer, autor znakomitej analizy języka III Rzeszy („LTI. Notatnik filologa”), określił ten język jako wyraz lęku przed człowiekiem myślącym. „Ileż pojęć i uczuć zbezcześcił on i zatruł”. Jakże aktualna w kontekście języka środowiska związanego z partią władzy jest diagnoza niemieckiego romanisty, gdy stwierdzał: „Granicę dzielącą popularność od demagogii przekracza język z chwilą, gdy od odciążenia intelektu przechodzi z rozmysłem do jego wyeliminowania i oczyszczenia”.

Język przywoływany przez polskich decydentów to język odczłowieczający. Zanim niemiecki okupant przystąpił do eksterminacji Żydów i innych „podludzi”, prowadził szeroko zakrojoną kampanię propagandową na rzecz „eliminowania obcych rasowo elementów”, „oczyszczania od plagi Polaków”, „czyszczenia od robactwa żydowskiego”, „odszczurzania”, zaś w PRL „oczyszczenia z obcych klasowo elementów”.

Metafora „polskiego domu” to prymitywny, wypróbowany przez licznych demagogów, zabieg. Sugeruje bezpieczeństwo i rodzinną bliskość. Mieszkania w tym domu są jednak zagwarantowane tylko dla wyznawców jednej partii, jednej wiary i jednego światopoglądu. To obietnica wspólnoty przez wykluczenie innego, myślącego i krytycznego człowieka.

Profesorowie jako przedstawiciele nauki, czy to prawa, czy innych dyscyplin, dla których pogardę wyraża Janusz Kowalski, nie zawsze stawali na wysokości zadania. Jako elita społeczna wywoływali w każdej władzy sprzeczne uczucia. Odpowiedzialna władza zawsze chciała mieć po swojej stronie profesjonalne elity. Każda zaś władza okupacyjna podporządkowanie sobie obcego narodu rozpoczynała od wyeliminowania inteligencji, duchowego i kulturowego przywódcy społeczeństwa. W każdym systemie politycznym nie brakuje też intelektualistów, profesorów, jak i szeregowych pracowników nauki, uwiedzionych przez władzę, dla których prawda partyjna zdominowała prawdę naukową.

Obie wypowiedzi, wiceministra i prezydenta RP, wpisują się w forsowaną przez rząd wykładnię polskości, którą nazwać można patriotyzmem autorytarnym. Odmawiają bowiem niepokornym sędziom, profesorom, którzy zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy nie rozumieją swojej funkcji w państwie, statusu Polaka. Patriotyzm, tożsamość, polskość – wszystkie te pojęcia, których rozumienie ulegało w dziejach państwa i narodu ciągłym przeobrażeniom, traktowane jest dzisiaj przez partię władzy jako zawołanie bojowe. Ma antagonizować społeczeństwo i wykluczyć ze wspólnoty narodowej innych, obcych swoich. To element szerszej antyoświeceniowej i antyeuropejskiej kampanii. Pedagogika polskości i patriotyzmu w wydaniu rządzącej partii jest nasycona cynizmem, pozbawiona odpowiedzialności i przenikliwości.

Agresja słowna, która dzisiaj opanowała przestrzeń publiczną, sterowana jest z najwyższej sceny politycznej. Historia dostarcza wiele przykładów, kiedy uprawiana przez rządy mistyfikacja polityczna, będąca mieszaniną megalomanii i poczucia niższości, stacza narody po równi pochyłej. Erich Fromm, jeden z największych humanistów XX w., tłumaczy w swej znakomitej psychoanalizie („Serce człowieka”) wszelką przemoc, także słowną, m. in. narcyzmem indywidualnym i zbiorowym. Osobowością narcystyczną wyróżniają się osoby pozbawione umiejętności niezależnego myślenia i uzależnione emocjonalnie od swych przywódców. Psychologiczne skutki ich żywienia wiary w rzekome zagrożenie wyrażają się w agresji. Narcystyczna osoba nie słucha tego, co mówią inni, nie znosi żadnej krytyki, którą interpretuje jako atak na swoją osobę. Nie jest w stanie uznać, że krytyka ta jest uzasadniona. Za najbardziej niebezpieczny wyróżnik narcystycznej osobowości uznaje Fromm „deformację racjonalnego osądu”. Osąd takiej osoby jest pozbawiony obiektywizmu, „przecenia on wszystko, co do niego należy” i „nie docenia tego wszystkiego, co jest na zewnątrz niego”. Narcyzm grupowy wymaga tak jak indywidualny zaspokojenia. Dostarcza go wyznawanie wspólnej ideologii „wyższości swojej grupy i niższości wszystkich grup pozostałych”.

Atak na profesorów jest atakiem na świat nauki. Wpisuje się on w antyelitarny ton coraz bardziej agresywnego populizmu. Polscy decydenci znajdują wsparcie w wypowiedziach prawicowej prasy, jej mediach społecznościowych. Można w nich znaleźć informacje o „nadzwyczajnej kaście w togach” i powoływanie się na ewangeliczną prawdę według św. Łukasza (11, 52): „Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”. Z Ewangelii, podobnie jak z wypowiedzi Jana Pawła II, można bowiem czerpać dowolnie już to dla wsparcia własnej racji, już to dla potępienia przeciwnika.

Stajemy dzisiaj w obliczu sytuacji, kiedy Zachód, rozumiany jako wspólnota kulturowa, po raz pierwszy od wieków utracił monopol na tworzenie wzorców. Prąd ideowy zwany oświeceniem, którego zarodkiem była w drugiej połowie XVIII w. nieformalna koalicja myślicieli głoszących kult wolności, mimo nadmiernego optymizmu wyznaczał przez następne wieki standardy dla humanizmu europejskiego, głosząc odwagę bycia mądrym. Pozostaje pytanie, na co może liczyć skłócona z sąsiadem zachodnim i wschodnim Polska, wypisując się duchowo i intelektualnie z Europy?

Dzisiaj potrzebujemy solidarności i odwagi dla obrony zdobyczy oświecenia. Jesteśmy świadkami wielkiego dysonansu między osiągnięciami ludzkiego rozumu a nędzą moralną człowieka. Z wszystkich kryzysów, które nam zagrażają, najtrudniejszy do przezwyciężenia jest kryzys etyczny. Mamy przecież świadomość, że bez poczucia odpowiedzialności, uczciwości i dialogu nie powstrzymamy politycznego cynizmu, dla którego przegrane wybory są dotkliwsze aniżeli utrata własnego sumienia.

Środowisko naukowe nigdy nie było solidarne. Nie mogło też liczyć na szersze wsparcie społeczne. O ile nagłośniona sprawa łamania państwa prawa wyprowadziła garstkę ludzi na ulice, to nie sposób oczekiwać, że wyjdą tłumy, by demonstrować chociażby w obronie prawdy historycznej. Dlatego zanim prezydent Andrzej Duda doprowadzi do porządku „polski dom”, a wiceminister Janusz Kowalski, który na krótko zyskał niechlubny rozgłos, oczyści swój nos, trzeba nam, ludziom uniwersytetu głośno krzyczeć o zagrożeniu wolności, a przede wszystkim o zagrożeniu rozumu i pytać, w czyim imieniu decydenci zabierają głos? Bo przecież nie w naszym. Nie ma już czasu na bierność, bo jak przenikliwie przestrzegał żyjący na przełomie XIX i XX w. francuski poeta, Charles Péguy: „Jest coś gorszego od duszy zdeprawowanej, to dusza przystosowana”.

Anna Wolff-Powęska

Zdjęcie ilustrujące: Uroczystość wręczenia prof. Annie Wolff-Powęskiej medalu „Palmae Universitatis Studiorum Posnaniensis” przyznanego jej przez Senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Od Redakcji: Tytuł został zmieniony

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.6 / 5. Vote count: 112

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Piotr O.

Mam jedną uwagę a’propos cytatu z Ewangelii. Otóż chętnie zapomina się u nas, że termin „uczony w Piśmie, uczony w Prawie” – pasowałoby przełożyć nie jako „uczony w ogóle” tylko jako „teolog” – bo tak się zmienił zakres pojęcia „uczoności” od tamtych czasów… a takie tłumaczenie nadaje nieco inną wymowę tym jakże często nadużywanym słowom.