Okiem sędziego: Doktor Dariusz, czyli jedzie pociąg z daleka

5
(8)

Dariusz, imię pochodzenia perskiego. Oznaczało tego który jest dobry bądź wedle innej interpretacji „posiadającego bogactwa”.

Chcę w paru słowach przybliżyć nietuzinkową postać doktora Dariusza Drajewicza, już zapewne niedługo członka gremium uważającego się za izbę dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

W zasadzie oba przytoczone wyżej znaczenia imienia pasują jak ulał do pana sędziego Drajewicza. Bezsprzecznie pan Drajewicz jest dobry. Nie wiem tylko, czy obiektywny odbiór tego w czym jest dobry odpowiada jego własnemu mniemaniu o sobie. Postawię śmiałą, ale rzetelnie uzasadnioną tezę, że pan sędzia doktor Dariusz Drajewicz jest dobry w chwytaniu kilku srok za ogon. Mam na myśli łączenie kilku posad. Wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia delegowany do orzekania w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, członek tzw. krajowej rady sądownictwa. Nie każdy potrafiłby łączyć tak wiele aktywności na raz. Szczególną uwagę warto poświęcić obowiązkom pełnionym przez sędziego doktora w SO w Warszawie. Tu małe wyjaśnienie: Wiceprezes mojego sądu odpowiedzialny za pion karny ma w swoim zakresie czynności służbowych 23 konkretne kompetencje, w tym nadzór nad pracą 7 wydziałów sądu. Wiceprezes Drajewicz (również sędzia karnista) ma w swoim zakresie czynności jedynie dwie sprawy:

1) wykonywanie na podstawie odrębnego upoważnienia, czynności Prezesa Sądu w stosunku do ławników, w tym współpracowanie z radą ławniczą;
2) wykonywanie innych czynności zleconych przez Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Każdy może to sprawdzić na stronie SO w Warszawie. Największy sąd w Polsce jest pierwszym i jedynym sądem, który ma osobnego wiceprezesa, którego wyłącznym, konkretnym zadaniem jest zajmowanie się ławnikami. Ktoś mniej obeznany spytałby, na czym ta współpraca polega. Już odpowiadam. A to trzeba raz w roku wręczyć zasłużonemu ławnikowi medal od ministra, a to raz na pół roku trzeba zorganizować szkolenie dla ławników. Co do punktu nr 2, to oczywiście każdy z 4 pozostałych wiceprezesów również obowiązany jest wykonywać inne czynności zlecone przez Prezesa SO. Sędziowie w Warszawie, ale nie tylko, zachodzą w głowę, z jakich to ważnych przyczyn sędzia Drajewicz musi być wiceprezesem. Odpowiedzi, takiej oficjalnej przynajmniej, brak. Pozwolę sobie na ostrożną hipotezę, że pewnie dlatego musi, bo lubi.

Jeśli chodzi o drugą interpretację imienia Dariusz (posiadający bogactwa), to odnotuję tylko fakt oczywisty, że zarówno zasiadanie w tzw. krs, jak i pełnienie funkcji wiceprezesa sądu związane jest z profitami finansowymi i to bardzo konkretnymi. Bez ryzyka błędu powiem, że dodatek wiceprezesa jest z pewnością wyższy niż wynagrodzenie netto mojej protokolantki. Kto by tak nie chciał? Obowiązki symboliczne, ale pieniądze już konkretne.

Jak się dziś okazało, już niedługo sędzia doktor Drajewicz będzie oceniał zachowanie standardów etycznych przez sędziów, których oskarżą przez izbą dyscyplinarną pan rzecznik Schab, bądź któryś z jego pomocników.

Opisując sposób awansu zawodowego pana sędziego, długo szukałem odpowiedniego pojęcia i końcu znalazłem. Łaska uświęcająca – to w teologii chrześcijańskiej  dar Boga, przyznany człowiekowi w sposób niezwiązany z żadną zasługą, który uzdalnia człowieka do osiągnięcia świętości (wikipedia). Trzeba odwołać się aż do pojęć z religii żeby zrozumieć sposób nabywania kompetencji zawodowych przez osoby awansowane w takim trybie jak pan sędzia Drajewicz.

Normalną koleją rzeczy jest bowiem, że o awans w sądzie apelacyjnym stara się sędzia, który jakiś czas już orzeka w sądzie okręgowym. Czyli taki sędzia, który np. wydał 8 czy 10 wyroków w sprawach o zabójstwo. Mając takie doświadczenie jako sędzia delegowany do SA nabywa doświadczenia w kontroli instancyjnej orzeczeń swoich kolegów. Orzekanie w II instancji w trudnych sprawach nie jest bynajmniej proste.

Ale to co opisałem wyżej jest modelem awansu przestarzałym i głęboko niesłusznym. Istnieje bardziej efektywny i sprawiedliwy model nabywania kompetencji. Podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości, odpowiedzialny za sądy, podpisuje akt delegowania sędziego do sądu apelacyjnego. Taka decyzja, to jest jedno zdanie. Nie zawiera żadnego uzasadnienia. Być może podpisaniu takiego aktu towarzyszy miła rozmowa wiceministra z sędzią i uścisk dłoni. Z chwilą podpisania takiej delegacji, na sędziego spływa od samego ministra i zastępującego go pomocnika mądrość, rozwaga, doświadczenie, wyczucie. Trudno opisać to słowami, bo wchodzimy w strefę metafizyki, ale tak właśnie się to dzieje. Wówczas jak to się już zadzieje sędzia, z takim dorobkiem jak np. doktor Drajewicz, może śmiało kontrolować prawidłowość wyroków wydawanych przez sędziów sądów okręgowych w sprawach o zabójstwa czy inne groźne przestępstwa, mimo że samemu nie wydał w sądzie okręgowym żadnego wyroku.

Działa w takim przypadku swoista uwznioślająca łaska polityczna. Jest to zjawisko nowe i trwają intensywne badania naukowe jak dokładnie działa. Ale, że działa, to rzecz oczywista. Analogia z teologią narzuca się nieodparcie, bo zarówno łaska uświęcająca jak i polityczna łaska uwznioślająca jest czymś co się dostaje bez żadnej zasługi.

I na koniec pytanie do pana wiceprezesa dr. Drajewicza: Czy lubi Pan twórczość Ryszarda Rynkowskiego? Pytam, bo ja lubię bardzo.

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 5 / 5. Vote count: 8

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating

Możesz komentować z użyciem konta WordPress.com, Twittera, Facebooka, lub Google+.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments