Marian Sworzeń: Prawo wielkich liter – WINA

4.8
(5)

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, członek Komisji Weneckiej, podczas niedawnego pobytu członków tej komisji w Polsce, zamiast zaprosić ich po koleżeńsku na kawę, wskazał im pisemnie miejsce spotkania w Muzeum Żołnierzy Wyklętych tudzież przyobiecał oprowadzenie po placówce przez jej dyrektora. Po tak pełnym kurtuazji geście notowania polskich członków Komisji (Warchoł, Muszyński) z pewnością poszybują w górę, a prestiż naszego państwa niebotycznie wzrośnie. Wspomniany list, jako przykład skuteczności niezłomnej polityki historycznej, należy zaś koniecznie oprawić i dać za szkło. Najlepiej weneckie.

I jak tam po marszu „Tysiąca tóg”? – spytano pewnego polityka w pewnym kraju. – Kompletna klapa, przeliczyli się! Było ich dziesięć razy tyle!

Nie wszystko co społecznie ważne jest uregulowane w przepisach. Przykładem niech będzie brak ustawy o zawodzie dziennikarza. Nie ma jej, gdyż na razie nikt jej formalnie nie zgłosił… Kto może jednak wykluczyć, że oto któregoś wieczora grupa 50 posłów PIS wspartych przez niezawodnych koalicjantów wrzuci pod obrady sejmu niezwykle pilny projekt ustawy o zawodzie żurnalisty przewidujący m.in. powstanie Trybunału Rzetelności Dziennikarskiej, który mógłby orzekać wydalenie z zawodu i zakaz pisania w jakichkolwiek mediach pod groźbą wysokiej kary (nie dla autora, ale dla redakcji). Byłby ów sąd, a jakże!, dwuinstancyjny – w I instancji trzech pracowników mediów narodowych, a w II – pięciu. Skład byłby dobierany losowo z puli zespołów redakcyjnych „Wiadomości” i TVP Info. Toż to żart albo drwina! A jak, pytam, powstała sądowa ustawa kagańcowa? Czy aby nie jako ponury żart i jawna drwina z niezawisłości – istoty sądownictwa…

Amerykańskie prawo oczekuje od prawnika dobrego zachowania („good behavior”), natomiast prawo polskie stawia wymóg bardziej skomplikowany, bowiem żąda od niego nieskazitelności. Z innym oczekiwaniem wobec prawników spotkałem się w dziele wydanym w roku 1976, gdy przywódcy PZPR na wiecach i w telewizji wygrażali strajkującym robotnikom w Radomiu i Ursusie. Powiastka „Żywy” autorstwa Borysa Możajewa przedstawiała losy wieśniaka, który w latach 50-tych po dobrowolnym wystąpieniu z kołchozu, popadł w prawne tarapaty. Przesłuchiwany przez prokuratora, dowiedział się z jego ust (a ja z nim również), że główną cechą radzieckiego prawnika jest … uprzejmość. A contrario nieuprzejmy znaczyło więc antyradziecki. No cóż! Choć dawno nie ma już ZSRR, nader swoista „antyradzieckość” ma się nieźle. Mam na myśli wszelkie mało uprzejme słowa wypowiadane przez funkcjonariuszy ministerstwa sprawiedliwości, którzy co rusz strofują w telewizji pracowników swego resortu. O ich niedawnych zachwytach nad plakatami ośmieszającymi sędziów wolę nawet przez grzeczność nie wspominać.

Marian Sworzeń

*prawnik, pisarz, członek PEN Clubu – autor książek „Dezyderata. Dzieje utworu, który stał się legendą”, „Opis krainy Gog”, „Czarna ikona – Biełomor. Kanał Białomorski. Dzieje. Ludzie. Słowa”.

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating 4.8 / 5. Vote count: 5

No votes so far! Be the first to rate this post.

0 0 vote
Article Rating

Możesz komentować z użyciem konta WordPress.com, Twittera, Facebooka, lub Google+.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments