Przemysław L. Lis: Bezpośrednia władza narodu

Artykuł 4 ustęp 2 Konstytucji stanowi, iż: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Z przepisu tego na pierwszy rzut oka wynika, że w sytuacjach kryzysowych (a może także poza nimi) Naród jest uprawniony na mocy Konstytucji do przejęcia władzy i sprawowania jej w sposób bezpośredni. Tak też interpretuje ten przepis wiele osób, które odczytują go wyłącznie literalnie, bez zaznajomienia się z jego poprawną wykładnią. Osoby te twierdzą, że skoro sama Konstytucja daje Narodowi prawo bezpośredniego sprawowania rządów, to w momencie, gdy ład demokratyczny jest zagrożony, Narodowi przysługuje prawo np. rewolucji, obalenia siłowego rządu, dokonania przewrotu, utworzenia rządu tymczasowego, osądzenia sprawców politycznego zepsucia itd.

Warto zauważyć, że taki sam zapis (co do jego treści) zawierała Konstytucja PRL, która jako dzierżyciela władzy państwowej wskazywała „lud pracujący miast i wsi” (art.1 ust. 1 PRL), zaś „Sejm jako najwyższy wyraziciel woli ludu pracującego miast i wsi urzeczywistnia suwerenne prawa Narodu” (art. 15 ust. 2. PRL). Oczywiście gwarancje te stanowiły czystą fikcję, gdyż władza w okresie PRL nie była sprawowana ani przez lud, ani przez jego przedstawicieli zasiadających w parlamencie, lecz przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Dziś jest podobnie. Jedynie nazwa partii uległa zmianie.

Powróćmy do kwestii bezpośredniego sprawowania władzy przez Naród, do kwestii tak błędnie nieraz pojmowanej, że wymaga ona, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów, niejakiego objaśnienia. Tłumaczenie artykułu 4 ust. 2 Konstytucji w ten sposób, że Narodowi wolno wszystko, bo przecież sprawuje on władzę bezpośrednio – jest absolutnie błędne.

Po pierwsze art. 4 ust. 2 Konstytucji zawiera nieprzypadkową przecież gradację. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli (najpierw) lub bezpośrednio (na drugim miejscu). Sprawowanie władzy przez Naród, który wybiera swoich przedstawicieli do parlamentu nazywamy demokracją przedstawicielską.

Dopiero w dalszej kolejności przepis wskazuje na bezpośrednie sprawowanie władzy przez Naród, czyli demokrację bezpośrednią.

Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce mandat poselski jest tzw. mandatem wolnym (przeciwieństwo mandatu imperatywnego). Mandat wolny opiera się na założeniu, że poseł reprezentuje cały Naród, nie jest natomiast przedstawicielem tych tylko, którzy go wybrali. Nie istnieje tym samym prawna zależność posła od swoich wyborców, niedopuszczalne są nakazy czy instrukcje wyborców, nie ma też możliwości odwołania posła przez wyborców. Przeciwnie, status posła jest uformowany w sposób zapewniający mu maksymalną niezależność i swobodę działania; od deputowanego oczekuje się reprezentowania dobra powszechnego czy woli Narodu – suwerena nierzadko odległych od aktualnych życzeń wyborców.

Konstytucja RP daje wyraz zasadzie mandatu wolnego w art. 104, gdy stanowi: „Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców”.

Jednym słowem jesteśmy potrzebni przyszłym posłom jedynie w czasie kampanii wyborczej, wówczas to od nas w pełni zależy ich los parlamentarny. Natomiast po wyborach, gdy zasiądą już oni – dzięki naszym przecież staraniom – w ławach poselskich, nie są związani żadnym obowiązkiem oglądania się na nasze „zachcianki”, postulaty, apele etc. Można to kolokwialnie, aczkolwiek obrazowo wyrazić słowami, że poseł po wyborach zostaje „spuszczony z łańcucha” i robi co mu się podoba, o ile to nie łamie prawa. Lecz absolutnie nie jest już w żaden sposób czegokolwiek dłużny swoim wyborcom.

Wracam do demokracji bezpośredniej. Otóż jak wspomniałem, jest ona taką formą sprawowania władzy, w ramach której decyzje podejmowane są bezpośrednio przez Naród, a nie przez powołane w tym celu organy przedstawicielskie. Tę zasadę należy jednak rozumieć bardzo precyzyjnie, gdyż jest ona nagminnie błędnie interpretowana.

Do podstawowych form demokracji bezpośredniej zalicza się: zgromadzenie ludowe, referendum, weto ludowe, obywatelską inicjatywę ustawodawczą i konsultacje społeczne. To w zasadzie cały katalog form bezpośredniego sprawowania władzy przez Naród. W polskich realiach konstytucyjnych formami demokracji bezpośredniej występującymi na szczeblu centralnym są wyłącznie referendum i obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Tylko tyle.

Co więcej, żadna z tych form sprawowania władzy bezpośredni przez Naród nie gwarantuje obywatelom prawa do faktycznego podjęcia decyzji. Dlaczego? Dlatego, że decyzja ta ostatecznie i tak zależy od organów władzy przedstawicielskiej.

Kółko się zamyka. To te organy przedstawicielskie są zobowiązane na mocy regulacji ustawowej do wprowadzenia w życie wyników referendum, o ile tylko ma ono charakter wiążący i rozstrzygający, jak również to one zobowiązane są do rozpatrzenia co najmniej w ramach pierwszego czytania obywatelskiego projektu ustawy.

Uwaga: obywatele w ramach demokracji bezpośredniej (art. 4 ust. 2 Konstytucji) nie mogą wymusić jednak na Sejmie ani zarządzenia referendum, ani uchwalenia ustawy. Ich działania są zatem jedynie impulsem do podjęcia działań przez organy przedstawicielskie. A zatem wszystko leży w rękach tych, którzy przez obywateli są wybierani w wyborach.

Konstytucja RP nie zna również instytucji referendum obligatoryjnego. Decyzja o zarządzeniu referendum należy zawsze do organów władzy ustawodawczej lub wykonawczej, dla których wniosek złożony w tym zakresie przez obywateli nie ma wiążącego charakteru. Stąd też dawny TK w jednym ze swoich orzeczeń podkreślił, że: „w polskim systemie prawnym nie można mówić o obywatelskim prawie do referendum, bowiem obywatel (grupa obywateli) nie ma skutecznie prawnej możliwości zainicjowania działań, których bezpośrednim skutkiem jest zarządzenie referendum” (wyr. TK z dnia 27 maja 2003 r. – K 11/03, OTK-A. 2003, Nr 5, poz. 43).

Z powyższego wynika, że sprawowanie władzy przez Naród w sposób bezpośredni ogranicza się wyłącznie do kilku przejawów, a te i tak są uzależnione od dobrej woli parlamentu.

Znaczy to tyle, że po wyborach poseł czy senator zostaję uwolniony od wszelkich zobowiązań wobec wyborców, od obietnic, zapewnień, zaklinania się na Boga, że będąc posłem zrobi to czy tamto. Pamiętajmy, będąc już wybrany nie jest związany instrukcjami wyborców, a wyborcy nie mają żadnego instrumentu, aby takiego człowieka odwołać. W tym kontekście widzimy jak ogromną rolę odgrywają w państwie wybory. Jest to właściwie jedyny moment w życiu obywatela, kiedy ma on faktyczny i realny wpływ na ukształtowanie sceny politycznej, a przez to na uformowanie modelu życia społeczno-politycznego.

W tym sensie udział w wyborach, zwłaszcza w obecnej rzeczywistości, w jakiej znalazła się nasza Ojczyzna, jest nie tylko moralnym prawem, ale obywatelskim obowiązkiem.

Ten, ko w wyborach nie uczestniczy, niech później nie narzeka. Niech nie mówi: „Mój pojedynczy głos niczego nie zmieni”.

Przypomnę tu pewną historię znaczenia wagi „pojedynczego głosu”. W 1949 r. chadecja Konrada Adenauera wygrała w RFN wybory, a on w wieku 73 lat został szefem rządu przewagą jednego głosu – własnego. Jeden głos zatem zaważyć może na kształcie całej politycznej rzeczywistości państwa.

Miejmy to wszystko, co wyżej, a zwłaszcza to, co na końcu na względzie rozważając, czy warto wziąć udział w nadchodzących wyborach.

Przemysław Leszek Lis

Studio Opinii

Print Friendly, PDF & Email

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

Dodaj komentarz

Możesz komentować z użyciem konta WordPress.com, Twittera, Facebooka, lub Google+.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o